.

.
.

środa, 11 grudnia 2013

Rozdział 6

Rozdział 6

Klaus:
Rebeka narzuciła mi wiele osób które jak ona to ujęła musiałem poznać. Nie mam pojęcia po co mi poznawać ludzi którzy za góra pięćdziesiąt lat będą się rozkładać w ziemi. To że Beka chce być jak najbardziej ludzka to nie znaczy że i ja muszę rozmawiać z ludźmi. Ludzie nadają się jedynie do towarzystwa do obiadu a raczej na obiad. Wtem przed oczami stanęła mi Caroline i to jak wczoraj płakała mi na koszule. Jest jedynym człowiekiem z którym mógłbym chętnie porozmawiać. Postanowiłem że na razie jej nie zabije. Pobawię się chwile a potem zobaczymy… Do porządku przywołał mnie głos pani burmistrz z którą właśnie rozmawiałem. Miałem właśnie odpowiedzieć kiedy nagle poczułem obecność moich gości honorowych. Opuściłem więc główną jadalnie i ruszyłem w stronę holu. Przy wejściu stali bracia Salvatore oraz Elena. Starszy z nich wyczuł moją obecność i ruszył wolnym krokiem w moją stronę. Pozostała dwójka ruszyła za nim.
- Niklaus – Zaczął Damon
- Stefan, mój przyjacielu – specjalnie ignorując Damona, sarkastycznie powitałem Stefana.
- Nie nazywaj mnie swoim przyjacielem – odparł zniesmaczony.
- Ejjj hybrydo nie pozwalaj sobie… - wybuchnął starszy brat.
- Oj przepraszam, nie chciałem cię obrazić. Och ależ nieuprzejmie z naszej strony czy to nie damę należy przedstawiać pierwszą? Jestem Niklaus Mikaelson i jest zaszczytem dla mnie poznać cię w końcu Eleno. – chciałem pocałować jej rękę jednak obaj bracia wyrwali mi ją w proteście. – Spokojnie panowie przecież jej nie zjem jej krew jest mi potrzebna.
- Czego od nas chcesz!? – Wybuchnął Damon.
- Nie martw się porozmawiamy jeszcze dzisiaj  pod koniec przyjęcia powiem wam jaki jest cel mojej wizyty, a tym czasem bawcie się dobrze.
- Co ty zamierzasz Klaus?
- Jak na razie odnaleźć pewną blond piękność i z nią zatańczyć, ale to was raczej nie dotyczy mylę się?
Ruszyłem z powrotem w stronę jadalni gdzie dopadła mnie Beka.
- Słyszałam że twoi goście już tu są. Ale proszę Nik załatwiaj swoje sprawy tak aby nie zepsuć przyjęcia.
- Mam gdzieś to przyjęcie i tych ludzi ale cóż skoro tak ci na tym zależy… hmm właściwie to podsunęłaś mi ciekawy pomysł. – Bardzo ciekawy zamierzam się pobawić psychiką naszej drogiej Eleny i jej obstawy. Dlatego nic dziś nie zrobię, wbrew tego czego się spodziewali i choć to miasto jest nudne wytrzymam w nim może jeszcze z dzień. Przed moimi oczami stanęła postać Carolin odważnej w barze a następnie takiej kruchej i bezbronnej pod drzewem w parku. No może nawet kilka dni.
Caroline:
Do domu a raczej pałacu wchodzi się po szerokich marmurowych schodach. Przy wejściu było niewiele osób czyżby to było małe kameralne przyjęcie? U szczytów schodów znajdowały się olbrzymie drewniane drzwi. Kiedy weszliśmy do środka zaparło mi dech. Znajdowaliśmy się w wielkim holu, pełnego mieszkańców.
- Chodźmy dalej, do salonu chce zobaczyć parkiet do tańca. – Szepnęłam do Tylera.
- Ok ale pamiętaj ja nie tańczę.
- No jasne no bo kto by tańczył na balu – powiedziałam sarkastycznie. Zatańczę z kimś innym.
Tyler i ja zostaliśmy rozłączeni w tłumie zaczęłam się wiec pomału przepychać w stronę salonu. Kiedy udało mi się wyjść z tłumu znalazłam się koło Tylera który pociągnął mnie w stronę pozostałej piątki.
- Czy ktoś już widział tego pierwotnego? – Spytałam szczerze zaciekawiona wyglądem niejakiego Klausa.
- Tak my i nie ma co oglądać, ta sama stara parszywa gęba co 200 lat temu. – Czyli miałam racje są starzy. - No dobra na razie zapowiada się w miarę spokojnie mamy czas do końca przyjęcia. A teraz się rozproszcie no i możemy się zabawić nie? – Odpowiedział Damon.
- Ale miejcie oczy otwarte – dodał Stefan.
- Ale jak on wyglą… - nie zdążyłam dokończyć ponieważ w Sali nagle pojawił się ogromny tłum.
- Proszę o uwagę! – Powiedział ładny kobiecy głos przekrzykując tłum. – Witam serdecznie w imieniu moim i mojego brata. Cieszymy się że przyszliście i mamy nadzieje że będziecie się dobrze bawić.
Kto to mówi? To musi być zapewne siostra Klausa yyy… wiem Rebeka. Ojej przez ten tłum nic nie widzę. Próbowałam podskoczyć ale w tych butach i sukience jest to prawie niemożliwe.
- Idę po drinka - usłyszałam za sobą głos Tylera kiedy tłum zaczął się rozchodzić. – Przynieść ci coś?
- Nie dzięki.
Kiedy wokół zrobiło się trochę luźniej zaczęłam rozglądać się dookoła. Była to ogromna sala w stylu barokowym wręcz stworzona do takich przyjęć. Bogato zdobione kolumny, wiele ozdób w tym również rzeźby z lodu. Zawsze tak właśnie wyobrażałam moje wesele. Na stole w jadalni znajdowały się wykwitnę dania oraz bardzo drogie wina. Co jak co ale ci pierwotni mają gust i za dużo pieniędzy. Chwilę później Tyler wrócił ze swoim drinkiem. Staliśmy tak chwile próbując rozmawiać, przekrzykując muzykę, ale chłopak zmęczony brakiem akcji, bójek i zabijania udał się w stronę baru zostawiając mnie samą.
Klaus:
Może jednak pobawiłbym się jednak z Eleną. Ci ludzie są tacy nudni, większość z nich nigdy nawet nie opuściła tego miasta. A mojej Caroline nigdzie nie widzę, czyżby Beka jej nie zaprosiła? Ta sytuacja jest coraz bardziej irytująca. Już dawno niczego nie jadłem muszę kogoś zabić bo inaczej złamie obietnice. Ruszyłem po woli w stronę jadalni z zamiarem znalezienia jakiejś ładnej dziewczyny. Kiedy kierowałem się w stronę grupki młodych dziewczyn w tłumie mignęły mi blond loki mojego anioła. Wytężyłem więc wampirzy słuch i węch. Znalezienie jej nie powinno mi długo zająć. Kilka sekund później stałem tuż za nią. Wyczuwszy iż ktoś stoi za nią dziewczyna odwróciła się gwałtownie. Przestraszyła się i odskoczyła. No tak, czego innego mogłem się spodziewać?
- A to ty przepraszam, nie poznałam cię na początku… - Zaczęła – a właśnie czy nie zapomniałeś mi się przypadkiem przedstawić? Nie wiem czy pamiętasz – mówiła z zakłopotaniem co szczerze mnie rozbawiło – ale jestem C…
- Caroline, oczywiście że pamiętam. Przepraszam to bardzo nieuprzejme z mojej strony – wiedziałem że to nastąpi ale boje się że gdy jej to powiem to ucieknie. Głupoty, przecież ona nawet nie wie że wampiry istnieją. – Niko… - przerwałem - Mów mi Nik.
- Nik. Ładne imię. – Powiedziała wyraźnie usatysfakcjonowana moją wypowiedzią.
- Chcesz może coś do picia?
- Nie dziękuje. – Dopiero teraz zauważyłem że ma na sobie srebrną suknie podkreślające błękit jej oczu oraz szklane wręcz pantofelki. Stała zapatrzona na pary tańczące na parkiecie.
- Może zatańczymy? To moja ulubiona piosenka.
Caroline:
- Chętnie. – Tak naprawdę właśnie na to czekałam znaczy się nie na to żeby zatańczyć właśnie z nim, a może... Czekałam tylko na to żeby zatańczyć. Wyciągnął do mnie dłoń którą ja lekko ujęłam i wyprowadził nas na parkiet. – Rzeczywiście to bardzo piękna piosenka.
- Tak została napisana specjalnie dla mnie.
- Też mam takie wrażenie jakby miała przemawiać do każdego z osobna.
- Nie do końca to miałem na myśli – mruczał pod nosem, a może mi się tylko zdawało. – Ale chyba masz racje może to piosenka dla mnie i dla ciebie. – Czy on to naprawdę powiedział czy tylko mi się zdawało? Poczułam że się czerwienie. Może i on bardziej pasował na księcia ale ja kocham Tylera i nic tego nie zmieni!
- Jaki jest tytuł?
- Nat King Cole "When I Fall in Love" – Piękna, naprawdę piękna. Później długo nic nie mówiliśmy. Znakomity z niego tancerz. Prawie zapomniałam że jestem w wielkiej sali balowej byłam tylko ja i on. STOP! Jestem tu z moim chłopakiem Tylerem. Którego co prawda tu nie ma, ale w ciąż jest osobą z którą zamierzam spędzić resztę mojego życia. Nagle piosenka dobiegła końca. Nik który do tej pory trzymał mnie pewnie ale delikatnie w swoich ramionach teraz złapał mnie za rękę i przechodząc przez tłum zaprowadził w mniej tłoczne miejsce przy oknie.
- To może teraz się skusisz na coś do picia?
- Chętnie ale nic z alkoholem nie służy mi najlepiej.
- Oczywiście pani życzenie jest dla mnie rozkazem.
- Przestań, nie żartuj sobie ze mnie. I wracaj szybko zanim tłum tu dotrze i mnie zgubisz. – Czy ja to powiedziałam? Dla czego ja z nim flirtuje? Przecież ja mam chłopaka.
- Nie dopuszczę do tego. – Odpowiedział poważnie.
Kiedy zniknął w tłumie nagle jakby bańka prysła przypomniałam sobie o tym że mam misje. Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu kogoś podejrzanego ale nikt nie zwrócił mojej uwagi. Sprawdziłam więc telefon.  Żadnych nowych wiadomości. Tyler najwyraźniej mnie nie szukał. Poczułam nagle ciężkość na sercu. Spodziewałam się że tak będzie ale nie sądziłam że tak to zaboli. Dziś w nocy miałam piękny sen że tańczymy razem i nic innego się nie liczy. Już chciałam zadzwonić do Eleny czy wszystko w porządku ale z tłumu wyłoniła się znana mi już sylwetka Nika.
- Pani zamówienie.
- Dziękuje. Przyjaciele mówią do mnie Car.
- Moim zdaniem bardziej pasuje do ciebie Anioł. – Nic nie odpowiedziałam zaczerwieniłam się tylko.
- Może powiesz mi coś o sobie. Co tu robisz nie widziałam cię tu wcześniej więc przypuszczam że jesteś tu przejazdem.
- Zgadza się przyjechałem tu tylko na kilka dni później jadę dalej do Nowego Orleanu mojego prawdziwego domu. Zamierzam tam studiować sztukę.
- Sztukę? Interesujesz się sztuką? Umiesz malować? – Nie wiem czemu, ale nagle zapragnęłam go poznać.
- Tak. Lubię malować i rysować. Ale moje życie jest raczej nudne opowiedz mi lepiej coś o sobie.
- O mnie nie ma co mówić. Mieszkam tu od urodzenia, z mamą. Ojca nigdy nie znałam. Nie mam rodzeństwa. Nie wiem kim chce zostać w przyszłości. – Nie wiem czemu, ale rozmawiało mi się z nim bardzo dobrze. - Ale ty musiałeś zwiedzić tyle miejsc podróżując po kraju. Ja nigdy nie wyjechałam poza granice tego miasta. A tak bardzo bym chciała
- Zabiorę cię. Gdziekolwiek zechcesz. Rzym? Paryż? Tokio?
- Chętnie, znaczy się chciałabym to kiedyś zobaczyć. – W tym momencie zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na ekran. – Przepraszam muszę odebrać.
Odeszłam krok od mojego towarzysza i szybko odebrałam.
- Halo Boni czy coś się stało?
- Nie wszystko gra, spotkajmy się za 5 min pod schodami.
- Czy coś się stało?
- Nie po prostu mamy zbiórkę i takie tam…
- Oj daj mi to! – Usłyszałam głos Damona. – Słuchaj Blondi za pięć minut przed dużymi schodami. To co mówię powinno dotrzeć nawet do blondynki.
- Zapłacisz mi za to! – Nie zdążyłam jednak tego powiedzieć ponieważ się rozłączył.
- Chłopak?
- Nie przyjaciółka i paru jej znajomych.
- Jakiś problem?
- Nie po prostu muszę już iść. Przyszliśmy tu razem i wiesz… To był naprawdę miły wieczór.
Klaus:
Mógłbym przysiąc że słyszałem przez chwilę męski głos ale niestety ktoś włączył teraz nieznośna współczesną muzykę i niewiele było słychać.
- Cała przyjemność po mojej stronie.
- Do zobaczenia jeszcze kiedyś mam nadzieję.
- Na pewno, a co do mojej propozycji to jest wciąż aktualna. Jeśli chcesz to mogę zabrać cię dokądkolwiek zechcesz.
- Dzięki ale może nie teraz bo jestem trochę zajęta. – Odpowiedziała z uśmiechem najwyraźniej odbierając to za  zwykły żart. – Musze już iść.
Odwróciła się i ruszyła w stronę kłębiącego się tłumu. Zanim jednak wlała się w masę kołyszących się w rytm muzyki ciał odwróciła się potrząsając złotymi lokami.
- Kiedyś musisz pokazać mi swoje prace. – Próbowała przekrzyczeć tłum. Normalny człowiek prawdopodobnie nie usłyszałby tego. Posłała mi promienny uśmiech i zniknęła w tłumie.
Stałem tak przez chwilę nie wiedząc co ze sobą zrobić. Na początku ta dziewczyna miała być tylko obiadem, potem kiedy odważnie mi odmówiła i wzbudziła we mnie furię oraz podziw, miałem ochotę ją zabić. Tej samej nocy śniła mi się i coś się wtedy zmieniło. Następnego dnia, kiedy znalazłem ją zapłakaną pod drzewem jedyną osobą której chciałem odebrać życie był ten kto doprowadził ją do płaczu. Kiedy tak siedzieliśmy razem jedyne czego chciałem było to aby była bezpieczna ze mną. Jednakże kiedy zadzwonił jej telefon zrozumiałem że ona nie należy do mojego świata i że to ja jestem dla niej największym zagrożeniem. A kiedy dziś chciała mnie opuścić miałem ochotę zatrzymać ją tylko dla siebie. Czy ja zwariowałem? Otrząsnąłem się z myśli i ruszyłem znaleźć jakąś smakowitą dziewczynę.
Caroline:
Kiedy dotarłam na umówione miejsce byli tam już wszyscy. Nawet Tyler. Zanim reszta mnie zauważyła w wampirzym tempie przybiłam Damona do ściany.
- Mówiłam że się zemszczę. – Nie trwało to jednak długo ponieważ jest on dłużej wampirem niż ja jest ode mnie o wiele silniejszy. Chwile później to ja byłam przygwożdżona do ściany.
- Ze mną nie wygrasz Barbi.
- Kiedyś na pewno! – Odpowiedziałam kiedy mnie puścił.
- No dobra jest już po północy a nasza Potwora nie zjawiła się ponownie. Elena pada z nóg więc Blondi, Czarownica, Wilczek i Matołek wracają do domu. My znajdziemy pierwotnego i wyciągniemy z niego wszystko. Dobranoc. – Kiedy to powiedział odwrócił się i ruszył w przeciwnym kierunku.
- Damon ma racje jedźcie już my się wszystkim zajmiemy.
- Hej Stefan nie wiesz przypadkiem jak woła się na pierwotnych? Cip, cip? Nie to na kury. Może taś, taś? – Krzyknął Damon, co miało prawdopodobnie przyśpieszyć proces odsyłania nas do domu.
Tak więc rozstaliśmy się i piątkę poszliśmy do auta. Przez cała drogę powrotną Tyler marudził że nie mógł tam zostać. Tyler odwiózł każdego do domu. Na końcu mnie.
- Dobranoc
- Dobranoc – rzucił wciąż jeszcze naburmuszony. I odjechał.

Weszłam do domu. Mama jeszcze nie wróciła z balu. Dobrze że było tam tak dużo osób i że nie natknęłam się na nią na przyjęciu. Przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Rano się wykąpię. teraz nie mam już siły.
Chciałaś minę Caroline, ale ze mną nie ma tak łatwo ;p
Musisz jeszcze poczekać, nie mogłabym zepsuć tak pięknego wieczoru i ich pierwszego tańca. Mam nadzieję że się podoba.
Dziękuję za poświęcony czas i zachęcam do komentowania. 

wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział 5

Rozdział 5
 Ten rozdział dedykuje Alusi Suchan. Dzięki bardzo za komentarz :D Specjalnie dla Ciebie długi rozdział. Mam nadzieje że ci się spodoba!
Caroline:
Szkoda, że nie wiem jak ma na imię. Może idzie na jutrzejszy bal? Przestań, skarciłam się w myślach, przecież idę z moim chłopakiem Tylerem. Tak rozmyślając znalazłam się pod domem Salvatorów. Zapukałam a już po chwili drzwi się otworzyły.
- Cześć Stefan, przepraszam ja...
-Car co się stało? - zapytał zaniepokojony lustrując mnie wzrokiem. I zapraszając równocześnie gestem. Po chwili znaleźliśmy się w salonie.
- Co się stało? - pisnęła Bonnie, i dopiero teraz uświadomiłam sobie jak wyglądam. Moje ubranie było brudne i pomięte od siedzenia na ziemi, a mój makijaż rozmazany przez łzy.
- Pokłóciłam się z mamą. Ale no bo muszę wam coś powiedzieć, wczoraj ktoś zabił osiem dziewczyn. Myślę, że to pierwotny. No a mama... - ucięłam, łzy znów zaczęły płynąć mi z oczu - ona oskarżyła nas, znaczy się zasugerowała, że... że to wy... ja...
- Caroline... - powiedziała Elena - nie płacz ona na pewno nie chciała.
- Tak mi przykro Car - powiedziała Bonnie, przytulając mnie, chwile później dołączyła do nas Elena. Dlaczego od razu do nich nie przyszłam? Przecież to moje przyjaciółki! Z rozmyślań wyrwał mnie znudzony i zirytowany całą sytuacją Damon.
- No błagam, możemy już przejść do omawiania szczegółów?
- Damon - syknęła Elena
- Nie on ma racje - powiedziałam szybko.
Reszta wieczoru upłynęła na planowaniu jutrzejszego balu. Kiedy Tyler i Matt wyszli, a bracia zostawili nas same w pokoju, zaczęłyśmy omawiać nasze jutrzejsze spotkanie. Miałyśmy się spotkać u mnie o 15.00. Bal zaczyna się o 18.00 więc spokojnie zdążymy. Och uwielbiam takie popołudnia, będziemy robić sobie fryzury, makijaż i manikiur.
- O yy Elena mam do ciebie prośbę
- No to mów - zachęcała mnie przyjaciółka
- Mogła byś mnie dziś przenocować? Proszę, tylko na jedną noc. - zrobiłam słodkie oczka szczeniaczka.
- Dziś nie mogę, chłopaki uparli się, żebym spała u nich, no wiesz dla bezpieczeństwa. - Przekręciła oczami.
- Ale ja mogę! - pisnęła Bonnie
- Dziękuje, jutro z samego rana się zmywam, słowo harcerza. - Podniosłam dwa palce do góry
- Przestań przecież ty nigdy nie byłaś harcerzem! A u mnie możesz zostać ile chcesz.
- Nie mogę! - powiedziałam stanowczo.
- Jak to? - spytała zaskoczona Bonnie
- A jak ty to sobie wyobrażasz, że wy przyjdziecie się do mnie stroić, a mnie nie będzie? - W jednej chwili wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.
- Co tu się dzieje. - spytał Damon udając że go obudziłyśmy.
- Nic właśnie wychodzę razem z Bonnie - rzuciłam w jego stronę podnosząc się z kanapy.
- A to by wyjaśniało radość Eleny. - Powiedział i puścił do mnie oko.
- O ty! Nie wiesz z kim zadarłeś! - krzyknęłam do niego i dałam mu mocnego kuksańca w bok.
- A ty uważaj z kim zadzierasz! - Powiedział i zaczął mnie gilgotać.
- Prze... prze... przestań, przestań proszę - zapiszczałam między kolejnymi seriami łaskotek.
- Co się mówi?
- Przepraszam
Puścił mnie w końcu z triumfalnym uśmieszkiem.
- Pa musimy już iść -powiedziałam do dziewczyny która przez cały czas była świadkiem tej sceny.
- A co do ciebie, to jednak odwołuję przeprosiny - wystawiłam mu język i wybiegłam w wampirzym tempie na zewnątrz. Dogonił mnie dopiero przy drzwiach.
- Jeszcze się policzymy
- Dobranoc - rzuciłam tylko uśmiechając się łobuzersko. Razem z Bonnie pojechałam do jej domu. 

Obudził mnie zapach naleśników. Zaraz co ja robię u Bonnie, a tak pokłóciłam się z mamą. Wstałam szybko i pobiegłam się umyć do łazienki. Bonnie pożyczyła mi ciuchy żebyśmy nie musiały jechać do mojego domu. Po dwudziestu minutach byłam już gotowa.
- Dzień dobry - powiedziałam do dziewczyny krzątającej się po kuchni.
- Dzień dobry - odpowiedziała radośnie. - Naleśnika?
- Chętnie, umieram z głodu. - Może to dziwne, ale lubiłam jeść ludzkie jedzenie, kwestia przyzwyczajenia.
- Tu masz dżem - wskazała na słoik stojący na stole. - A jak ciuchy?
- Mogą być nawet nie są takie małe jak się spodziewałam.
Zabrałyśmy się za śniadanie, rozmawiając o dzisiejszym balu, ale tylko o pozytywach. Żadna z nas nie wspominała o pierwotnych. Po zjedzonym śniadaniu usiadłyśmy chwile przed telewizorem.
- Która godzina? - zapytałam od niechcenia
- 12.00 a co?
- Która?! - zerwałam się z kanapy - o Boże ale już późno! Musze lecieć do zobaczenia u mnie o 15 ok?
- Ale gdzie ci się tak śpieszy? Przecież masz jeszcze dobre trzy godziny!
- Wiem przepraszam, ale mam jeszcze wpaść do Tylera i powiedzieć w co ma się ubrać, żeby pasował do mojej sukienki.
- Ach cała Caroline. - Westchnęła cicho i przekręciła teatralnie oczami.
- To pa!
- Do zobaczenia
W wampirzym tempie znalazłam się pod domem Tylera. Nacisnęłam za klamkę.
- Cześć Tyler! - krzyknęłam i ruszyłam w stronę salonu.
- O cześć - usłyszałam za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam że zbiega właśnie ze schodów. - Co cię sprowadza, w me skromne progi?
- Przyszłam ustalić twój strój na bal, no wiesz, bo ja mam sreb... - nagle złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
- I tylko po to przyszłaś? - spytał odsuwając się ode mnie z miną małego szczeniaczka.
- Tak, i nie licz na nic więcej, śpieszę się, dziewczyny przychodzą do mnie o 15.
- Nie przejmuj się skarbie zdążymy. - Nagle znaleźliśmy się w jego pokoju. Zaczął całować mnie w usta. Najpierw delikatnie, potem coraz łapczywiej. popchnął mnie na swoje łóżko a ja już mu się nie opierałam. Zaczął schodzić coraz niżej, po ramionach i po dekolcie. I nagle przed oczami stanęła mi twarz nieznajomego z baru. Nie myślałam o nim odkąd weszłam do domu Salvatorów. Dlaczego akurat teraz!
- Nie, Tyler proszę nie teraz, nie jestem w nastroju. - Dlaczego to powiedziałam? Przecież nie przez tego człowieka... I nagle spojrzałam na zegarek. - O Boże już prawie 13 a ja muszę jeszcze kupić lakier do paznokci, a nie wybrałam nawet stroju dla ciebie! - Chłopak tylko mruknął z niezadowoleniem, ale posłusznie wstał z łóżka.
- Jak dla mnie to proste, marynarka plus spodnie plus koszula plus buty i już - burknął. nic nie odpowiedziałam tylko podeszłam do szafy i zaczęłam wykładać potrzebne rzeczy. Biała koszula z kołnierzykiem, czarny garnitur i spodnie, czarne buty i szary krawat idealnie pasujący do mojej sukienki.
- Cudownie! No to moja praca tutaj skończona. Do zobaczenia wieczorem. I masz włożyć dokładnie to co ci zostawiłam na łóżku. Bądź u mnie o 17.45. Nie spóźnij się ok?
- Ok, ale kiedy dokończymy naszą wcześniejszą "r o z m o w ę"? - podniósł porozumiewawczo brwi.
- Nie wiem.
- Ale ja chce wiedzieć
- Strasznie mi przykro, ale chyba nie masz innego wyjścia. - Powiedziałam kpiąco
- Nie mam?
Nagle przygniótł mnie do ściany z całej siły.
- Tyler puść!
- I co? Zasze jest inne wyjście. - Zaczął całować mnie po dekolcie przytrzymując moje ręce.
- Co robisz przestań się wygłupiać!
Nagle puścił mnie a ja stanęłam w drzwiach i na odchodnym upewniłam się czy pamięta o której ma przyjechać.
Do domu wróciłam po 14, po drodze kupiłam jeszcze bezbarwny lakier do paznokci. Zamierzałam zrobić sobie manikiur francuski. Przygotowałam wszystko do przyjścia dziewczyn. Potem wzięłam buteleczkę krwi i usiadłam na kanapie. Już dawno nie piłam krwi, wzięłam więc drugą. Kiedy wyrzucałam ją do kosza, zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłam je i wpuściłam dziewczyny do środka.
O 17.30 byłyśmy już gotowe, wszystkie wyglądałyśmy zniewalająco. Usiadłyśmy w salonie czekając na chłopaków. Prezes chwile zastanawiałam się czy nie powiedzieć dziewczynom o bogu którego spotkałam ale w końcu sobie odpuściłam. W końcu nie wiem nawet jak ma na imię. Chwile potem pojawili się nasi chłopcy. Czas zacząć nasz plan. Na balu każdy miał przydzieloną odpowiednią rolę. Mieliśmy chodzić w parach, z wyjątkiem Damona bo on nie miał z kim pójść. Ja i Tyler mieliśmy mieć całą sytuację na oku, Stefan który był w parze z Eleną miał być jej najbliższym ochroniarzem, Bonnie i Matt oni... w sumie oni wiele nie robili, Bonnie miała w ostateczności rzucić jakieś czary mary, a Matt... hmm, on chyba nie miał nic do roboty.
Wsiedliśmy do samochodów. Na miejscu byliśmy po dziesięciu minutach. Dokładnie o 18.00 podjechaliśmy pod rezydencję pierwotnych.
- O mój Boże ten dom... ten pałac jest... BRAK MI SŁÓW !
- Wszyscy gotowi? No to ruszamy - powiedział Damon nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź.
- Idźcie my was za chwile dogonimy, muszę zamienić słówko z Tylerem. - Wilkołak popatrzył na mnie posępnie. Kiedy wszyscy poszli zwróciłam się do Tylera.
- Znając twój temperament, musisz mi obiecać, że nie rzucisz się na pierwotnego bez większego powodu. On może chcieć nas sprowokować. Nie wiemy jak potężny jest więc proszę, nie daj się sprowokować ok?

- Ok, ok ale chodźmy już bo ominie nas najlepsza zabawa. - Zarzucił mi rękę na ramiona, którą ja natychmiast zepchnęłam i ujęłam pod ramię. Powolnym krokiem ruszyliśmy w stronę głównego wejścia.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Rozdział 4

Rozdział 4
 Piszcie proszę komentarze. Bardzo zależy mi na wszej opinii!
Klaus:
Od kiedy wyszedłem z baru wczoraj popołudniu nie mogę zapomnieć o tej małej blondynce. Jest w niej coś… hmm wyjątkowego, jest ładna, odważna i do tego jak gdyby pełna światła. Ale jest też słabym człowiekiem. Cholerne sny, już dawno nie miałem snu. Widziałem ją roześmianą w pięknej białej sukience. Była szczęśliwa i taka piękna. A potem zabiłem ją i patrzyłem jak z jej twarzy znika uśmiech i przeurocze rumieńce na policzkach. Jej oczy straciły blask.. Nie mogę jej zabić! Ja nie chcę jej zabić. Co się ze mną dzieje!?
Tak rozmyślając wyszedłem z domu, poszedłem do baru i wypiłem kilka drinków. I nagle poczułem nieodpartą chęć zobaczyć tajemniczą nieznajomą. Nawet nie wiedziałem jak się nazywa. Wyszedłem z baru idąc przez park w nadziei że spotkam kogoś odpowiedniego na śniadanie. Nagle usłyszałem cichy płacz dobiegający z za pobliskiego drzewa. Nienawidzę ludzi którzy płaczą, nie rozumiem jak można okazywać swoją słabość, a szczególnie w taki sposób! Ruszyłem w tamtą stronę i wtedy ją zobaczyłem. Siedziała skulona przy drzewie, miała podkulone kolana i spuszczoną głowę. Nagle podniosła głowę i spojrzała na mnie. Zobaczyłem jej piękną twarz na której widniał grymas bólu. Miała napuchnięte od płaczu oczy. W tym momencie poczułem chęć zabicia tego przez kogo płakała. W momencie kiedy mnie zobaczyła przez jej twarz przeszedł strach. Ona już się mnie boi choć nawet nie wie kim jestem pomyślałem z żalem. Z rozmyślań wyrwał mnie jej głos.
- Czego chcesz! – zapytała teraz już z gniewem. Nie wiedziałem co odpowiedzieć, jeszcze wczoraj chciałem cię zabić a dziś tego kto doprowadził cię do płaczu? Usiadłem więc tylko koło niej i ku mojemu zdumieniu nie uciekła. Siedzieliśmy tak chwile w ciszy aż w końcu nie wytrzymałem, musiałem wiedzieć co się stało.
- Dlaczego płaczesz? – spytałem. Postanowiłem tym razem nie używać perswazji. Używałem ją bardzo często choć nie było to konieczne ale uwielbiam bawić się ludzkimi uczuciami… ale nie jej.
Caroline:
Popatrzyłam na mojego rozmówce. Potrzebuje się komuś wygadać ale, dlaczego akurat on?
- Nie twój interes – syknęłam przez łzy, które zaczęły znów płynąć. Nie chciałam przy nim płakać.
- Ciiii – powiedział do mnie, obejmując mnie ramieniem. W tym momencie wtuliłam się w niego. Dlaczego niby nie on?
- No b bo ja… - zaczęłam.
- Jeśli nie chcesz to nie musisz mówić – odpowiedział łagodnie.
- Ale ja chce! No więc bo ja… pokłóciłam się z mamą, ale nie tak zwyczajnie, bo ona oskarżyła mnie o coś bardzo… - nie dokończyłam bo słony płyn znów zaczął płynąć z moich oczu. Przytulił mnie jeszcze mocniej.
- Już dobrze - wyszeptał mi do ucha . Miałam nadzieje ,że ta chwila będzie trwać wiecznie. Ale po chwili zadzwonił mój telefon. W tedy dopiero zauważyłam że dziś czułam się przy nim zupełnie inaczej, bezpieczna.
- Przepraszam – wyszeptałam wyplątując się z jego ramion. Dzwoni Elena, odsunęłam się od mężczyzny i odebrałam.
- Gdzie ty jesteś! Czekamy na ciebie od półgodziny!
- Przepraszam, będę za 10 minut. -  rozłączyłam się. Spojrzałam na postać siedzącą obok, zauważyłam że jest na coś zły, ale nie bałam się go, przy nim czułam że nic mi nie grozi, a to raczej dziwne biorąc pod uwagę że wcale go nie znam. Dopiero teraz zauważyłam że jego koszulka jest mokra od moich łez.
- Przepraszam że zmoczyłam ci koszulkę.
- Nic nie szkodzi, coś się stało?
- A to nic, ja po prostu muszę już iść. – Powiedziawszy to zaczęłam się podnosić. Nagle nieznajomy złapał mnie za nadgarstek. Popatrzyłam na niego pytająco, a on go natychmiast puścił.
- Dziękuje – powiedziałam tylko, nie wiedząc co mogę jeszcze dodać. Mężczyzna wydał się zaskoczony jakby nie wiedział o co mi chodził.
- A to. Cała przyjemność po mojej stronie – powiedział i uśmiechnął się łobuzersko.
Ruszyłam w kierunku domu braci kiedy znany mi już dobrze głos z angielskim akcentem zatrzymał mnie.
- Zaczekaj powiedz przynajmniej jak masz na imię – Krzyknął nieznajomy.
- Caroline – Odpowiedziałam i ruszyłam na przód, przypomniawszy sobie nagle że nie znam jego imienia odwróciłam się.
- A ty… - za mną jednak nikogo nie było. Dziwne jeszcze przed chwilą tu był. Przypomniawszy sobie jednak o spóźnieniu ruszyłam  w obranym kierunku.
Klaus:
Caroline, Caroline… smakowałem to imię w myślach. Chciała poznać moje imię ale ja bałem się, że na sam jego dźwięk znienawidzi mnie. Tak działało ono na innych. Zmierzałem w stronę mojego domu.
- Rebeka?
- O już jesteś. Nie zapomnij, że jutro jest bal!
- A no właśnie, co do balu…
- Nik nie zrobisz mi tego, nie możesz go odwołać! – krzyknęła zrozpaczona.
- Ale ja nie chcę go odwołać, wiem że jest on dla ciebie ważny. Chciałem tylko zobaczyć listę gości.
 - To cudownie! Już przynoszę! - krzyknęła wbiegając do swojego pokoju. - Oto ona, ale jeżeli chodzi o Elenę to zaprosiłam ją tak jak prosiłeś. - Już po chwili byłą z powrotem w salonie.
- Nie oto mi chodzi. Dziękuje - powiedziałem sięgając po plik papierów. - 5 kartek zapisanych obustronnie?! Całe miasto zaprosiłaś!
- Nie denerwuj się Nik, nie powiedziałeś ile osób ma przyjść - powiedziała lekko przestraszona.

- Choć z drugiej strony jak dla mnie to nawet lepiej. - Zabrałem się za przeglądanie listy. Na moje nieszczęście Byłą ułożona alfabetycznie pod względem nazwisk, a ja nie znałem jej nazwiska. Mam! Jest tylko jedna Caroline, Caroline Forbes. A może to nie ona? Może moja siostra nie zaprosiła tej Caroline. Chciałem już zapytać o to Bekę, ale stwierdziłem że zaraz zacznie zadawać zbędne pytania.

niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział 3

Rozdział 3
Wróciłam do domu ochłonęłam trochę i zaczęłam się szykować na zakupy bo był już po 13.00. Próbowałam zapomnieć o „greckim bogu”, ale jego wyraz twarzy kiedy wychodziłam, wciąż pojawiały się przed moimi oczami. Przebrałam się i uczesałam. Zjadłam przygotowany przez mamę obiad i akurat pod moim domem zjawiła się Elena. Wsiadłam do jej samochodu i podjechałyśmy jeszcze po Bonnie. Zakupy się udały. Wszystkie kupiłyśmy suknie. Elena czerwoną, koronkową. Bonnie złoto-żółtą, z bolerkiem. A ja prostą ale piękną suknie bez ramiączek, była cała srebrna z dość dużym dekoltem. Wszystkie suknie były długie do ziemi. Dziewczyny nie chciały kupować butów, obie zamierzały założyć czarne szpilki. Ja natomiast postanowiłam kupić sobie srebrne, wręcz szklane pantofelki. Jak w Kopciuszku… ależ cudownie by było gdybym go zgubiła po sobotnim balu, a Tyler podniósł i założył mi na stópkę… marzenia on jedynie by się roześmiał. No cóż jak to mówią miłość nie wybiera. Zaśmiałam się. Po udanych zakupach wróciłam do domu. Rozpakowałam suknie, zjadłam kolację i postanowiłam czekać na mamę. Jednak po dwóch godzinach skakania po kanałach poddałam się. Mama pewnie znowu wróci nad ranem. Wykąpałam się więc i poszłam spać.
Obudziłam się o 7.50. Dziś znów mamy spotkanie u braci. Mamy ustalić wszystkie szczegóły naszej misji. Ciekawe jak wyglądają ci pierwotni? Przed oczami stanęło mi rodzeństwo z siwymi włosami i całym ciałem pomarszczonym. Błe i czego oni się tak boją? Mam nadzieje że się tego dowiem. Ale właściwie czy ja dostałam to zaproszenie? Zeszłam na dół i natknęłam się na mamę.
- O cześć mamo. O której wczoraj wróciłaś?
- Yyy przepraszam kochanie zamyśliłam się, co mówiłaś?
- Coś się stało?
- Wczoraj znaleźliśmy ciała 8 dziewczyn zupełnie bez krwi wiesz może coś na ten temat? Pojawił się Ktoś nowy? A… a może chcesz mi o czymś powiedzieć? – zawahała się przy ostatnim pytaniu. Czy ona właśnie sugeruje że to ja lub ktoś z moich przyjaciół?! Jak ona śmie!

- Dla twojej wiadomości nikt z nas tego nie zrobił! – wykrzyczałam jej w twarz. – To pewnie sprawa pierwotnych! – W tym momencie miałam gdzieś, że nie wie kim oni są, z resztą ja sama do końca nie wiedziałam. Odwróciłam się na pięcie pobiegłam do pokoju. Po drodze słyszałam jeszcze jak mnie woła ale nie zamierzałam z nią rozmawiać.  Chciało mi się płakać ale postanowiłam że nie będę płakać nie kiedy ona jest na dole. Ubrałam się szybko wybiegłam z domu, chciałam spotkać się z przyjaciółkami ale one mnie i tak nie zrozumieją. Postanowiłam więc iść do Mystic Grill, lecz kiedy wychodziłam z za rogu zauważyłam tego samego mężczyznę co wczoraj. Wchodził właśnie do baru. Porzuciłam więc swoje zamierzenia i udałam się do parku. Usiadłam pod jednym z drzew i zaczęłam gorzko płakać. Moja własna matka oskarżyła mnie o zabicie kilku osób! Może i jestem wampirem ale nigdy nikogo nie zabiłam. To prawda że zaraz po przemianie omal nie wyssałam życia z woźnego ale na szczęście Damon mnie powstrzymał.

Rozdział 2

Rozdział 2

Wewnątrz panował gwar. Podeszłam do baru i zamówiłam jednego drinka. Kiedy czekałam na moje zamówienie, poczułam, że ktoś mi się przygląda. Odwróciłam się i natrafiłam na wysoką, dobrze zbudowaną postać. Był to młody mężczyzna o jasno brązowych włosach i niesamowitych niebieskich oczach, ach i ta jego twarz każdy rzeźbiarz marzył o takim modelu. Zaraz o czym ja myślę, skarciłam się w duchu. I dopiero teraz zauważyłam, że obok mężczyzny siedziała ponętna brunetka wyraźnie zaniepokojona brakiem jego uwagi. Lecz on nagle obróciwszy się w jej stronę zaczął coś jej szeptać. Odwróciłam się do barmana i wzięłam przyniesiony przed chwilą kieliszek do rąk i upiłam łyka. Już miałam wziąć następny łyk gdy nagle usłyszałam tuż za sobą nieznajomy głos.
- Można się przysiąść? – ach ten akcent!  O czym ty myślisz Car! Skarciłam się po raz kolejny. I w tej chwili popełniłam największy błąd jaki mogłam popełnić, odwróciłam się i moja twarz znalazła się zaledwie kilka centymetrów od twarzy mojego rozmówcy. Przebiegł mnie miły dreszcz.
-No więc – Spytał wyraźnie zadowolony moją reakcją „bóg”. No więc co? Zaczęłam się zastanawiać i nagle przypomniałam sobie jego pytanie.
- T t tak – wydukałam wreszcie, próbując oderwać od niego wzrok. Mogłabym utonąć w jego oczach, a te usta… nagle gwałtownie oderwałam wzrok od jego twarzy. Przestań Caroline przecież to zwykły człowiek, no może nie taki zwykły…
- Mogę pani postawić drinka? – z zamyślenia wyrwał mnie ten boski akcent.
- Nie – odpowiedziałam szybko, nie mogę tu zostać, bo… bo co? No właśnie nie wiedziałam co się dzieje, w jego obecności czułam się dziwnie nieswojo. – Śpieszę się. Przepraszam. – Dorzuciłam już bez przekonania.
Już miałam wstać gdy nagle przeszło mnie uczucie strachu. Co to było? Dawno nie czułam czegoś takiego… Odwróciłam się w stronę mężczyzny który siedział koło mnie i dostrzegłam zdziwienie a zaraz potem… gniew? Furie? Odwróciłam wzrok, musiało mi się zdawać. Może i ma prawo być trochę zły ale nie przesadzajmy, Car jesteś pijana. Spojrzałam na niedopity kieliszek, a następnie przelotnie w oczy siedzącego obok mężczyznę. Tym razem widać było w nich tylko wściekłość. Na ten widok przeszedł mnie kolejny dreszcz. Mężczyzna chyba to zauważył bo wykrzywił usta w groźny półuśmiech. Głupia ja przecież jestem wampirem. Mimo wszystko wstałam szybko ze stołka rzuciłam pieniądze na blat i w ludzkim tempie wyszłam rzucając na szybko krótkie wytłumaczenie, że  musze już iść. Kiedy znalazłam się poza barem ruszyłam w wampirzym tempie w kierunku domu.
Klaus:
Dlaczego trafiło akurat na taką dziurę? No trudno nie zamierzam tu długo zabawić wezmę tylko to co mi potrzebne i z tond wyjeżdżam. To miasto jest takie nudne, ciekawe czy znajdę tu choćby jeden bar?
W końcu natrafiłem na bar Mystic Grill no trudno musi wystarczyć. W środku było dużo ludzi usiadłem przy barze i zamówiłem burbon, potem zobaczyłem uroczą brunetkę która przyglądała mi się intensywnie. Uśmiechnąłem się do niej uwodzicielsko, wstałem i zabrawszy ze sobą kieliszek podszedłem do mojego lunchu. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i zaczęła ze mną flirtować. Już chciałem ją zabić kiedy do pomieszczenia weszła szczupła blondynka. Ruszyła w stronę baru, wyszczerzyłem zęby w uśmiechu, na myśl, że moim daniem zostanie jednak ta piękność. Spojrzałem na nią a ona wyczuwając moje spojrzenie odwróciła się. Uśmiechnąłem się do niej czarująco używając odrobinę perswazji. Odwróciłem się do mojej poprzedniej rozmówczyni która teraz z zazdrością patrzyła to na mnie to na blond przybyszkę. Pożegnałem się z nią i ruszyłem w stronę kobiety przy barze, która nie patrzyła już w moją stronę. Stanąłem tuż za nią i zapytałem czy mogę się przysiąść. Dziewczyna odwróciła się i doznała szoku tym że stoję tak blisko. Przyglądała się mojej twarzy, a ja jej. Ma piękne niebieskie oczy i piękne blond loki. Uśmiechnąłem się szerzej widząc jak na nią działam. Ponieważ dziewczyna nie odpowiedziała zapytałem raz jeszcze. Dziewczyna zająkała się mówiąc tak. I nagle odwróciła wzrok. Postanowiłem że postawie jej drinka, uśmiechając się na myśl że to ona następnie będzie moim drinkiem. Ku mojemu zdziwieniu odpowiedź była szybka – Nie. Spojrzałem na nią zdziwiony i zły, nie przypominam sobie kiedy ostatni raz jakaś kobieta odmówiłam mi czegokolwiek. Blondynka ewidentnie zauważyła gniew w moich oczach bo przeszedł ją strach. Lecz zamiast zgodzić się na drinka, jak przypuszczałem, bądź uciec ona wstała z krzesła, zapłaciła za swojego drinka i szybkim lecz spokojnym krokiem ruszyła w stronę wyjścia. Zatrzymawszy się jakieś dwa metry ode mnie. Przeprosiła, tłumacząc że się śpieszy. Wpadłem w furię jak ona śmie, choć musiałem przyznać, że w pewien dziwny sposób zaimponowała mi. Postanowiłem, że dopiję drinka i pozwolę jej kawałek odejść a następnie dopadnę. Jednak kiedy wyszedłem nie mogłem nigdzie jej znaleźć.
- Przecież to niemożliwe żeby odeszła daleko – powiedziałem do siebie, musiała wiec pojechać autem. Nagle podeszła do mnie jakaś młoda dziewczyna.
- Szuka pan kogoś? – spojrzałem na nią wściekły, byłem głodny.
- Już nie, na razie. – odpowiedziałem a następnie wbiłem się w jej szyję. Znajdę tamtą dziewczynę obiecałem sobie, kiedy wyssałem ostatnia krople krwi. Nikt nie będzie mnie tak traktował a szczególnie ta małolata. Jestem najpotężniejszą istotą na świecie!
W złym humorze wróciłem do baru zabiłem jeszcze kilka osób i upiłem się. Wracając do domu przypomniałem sobie jeszcze o balu. Byłem wściekły na Rebekę że w ogóle na to wpadła. Choć z drugiej strony… Jeżeli przyjdzie ta mała Blondi to nauczę ją że mi się nie odmawia, a jeżeli pojawi się tam jeszcze Elena, będę się mógł wreszcie wynieść z tego… miejsca.
___________________________________________________________            

  Jest drugi rozdział! Przepraszam jeśli są jakieś błędy. Komentujcie!