.

.
.

środa, 17 września 2014

Rozdział 31

Rozdział 31
Przepraszam, że tak długo, ale zaczęłam właśnie liceum... i powiem wam, że jeśli ma być tyle nauki jak się zapowiada to ja się wypisuję! Zazdroszczę wszystkim, którzy już przeżyli ;p Bo krążą plotki że jakiś procent ma to szczęście :D
Nowy rozdział. Trochę specyficzny. Jak dla mnie trochę za bardzo dramatyczny... ale  musiałam.
Miłego czytania i KOMENTOWANIA :)
Caroline:
Przyglądałam się zawartości pudełka z niedowierzaniem. Spodziewałam się słodkiej sukieneczki. Natomiast przede mną leżała bluzka z baskinką, skórzane szorty oraz szpilki z ćwiekami. Wszystkie te rzeczy były czarne. Podniosłam kolejny liścik który znajdował się w środku.
„ Z takim ekwipunkiem musisz wygrać!”
Uśmiechnęłam się. A jakże by inaczej. W końcu mam prawie całą rodzinę pierwotnych po swojej stronie. Wzięłam długi prysznic i położyłam się do łóżka. Dziś chyba nie zasnę. Jak to będzie wyglądać? Klaus totalnie mnie unika a do tego sypia… sypia ze swoją pierwszą miłością. Nie wiem nawet jak udało mi się zasnąć.
Następnego dnia rano ubrana stanęłam przed rezydencją pierwotnego. Serce biło mi jak oszalałe. Do puki miałam jeszcze odwagę zmierzyć się z Klausem twarzą w twarz zapukałam głośno w drzwi.
- Czego znowu zapomniałeś Kol? – Klaus otworzył drzwi. Kiedy mnie zobaczył zamilkł. Poczułam, że moja pewność siebie wyparowała magicznie. Kolana zrobiły się miękkie , nie chcąc jednak dać tego po sobie poznać bez pytania weszłam do domu. – Caroline? – Odezwał się w końcu.
- Musimy porozmawiać.
- Też tak uważam. Może usiądziesz? – Wskazał na fotel w salonie. Usiadłam na nim, a on na fotelu obok.
- Klaus…
- Caroline. Cokolwiek czułem do ciebie wcześniej, tego już nie ma. Teraz czuję inaczej. – Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam.
- Co? – Ledwo udało mi się to wyszeptać. Powstrzymywałam napływające łzy czekając aż Klaus wstanie i powie że to wszystko jeden wielki żart.
- Przepraszam. Wyglądasz na naprawdę poruszoną. – Zauważył ze zdziwieniem. - Nie wiem co do mnie czułaś…
- Czułam? Ja wciąż… - Przerwałam ponieważ Klaus wstał z fotela i podszedł do mnie. Nachylił się nade mną.
- Twoje serce. Bije bardzo szybko. – Nie wiedziałam, czy powiedział to bardziej do siebie czy do mnie. Dotknął swojej klatki piersiowej, a następnie przybliżył swoje usta do moich. Pocałunek był najpierw lekki a następnie się pogłębił. Byłam totalnie zdezorientowana. Czy to był moment w którym Klaus mówił, że to wszystko kosmiczny żart? Czułam słony smak łez które spływały na nasze usta. Klaus oderwał się w końcu ode mnie. Teraz ja słyszałam bicie naszych serc bijących szybko do jednej melodii.
- Przepraszam, ale musiałem coś sprawdzić.
- Jak to? – Nic nie rozumiałam. Czułam się słabo, kręciło mi się w głowie.
- Musiałem spróbować ostatni raz. – Uderzyłam do z całej siły w twarz.
- Ty podły draniu! Ty dupku, ty… - Nie potrafiłam już dłużej siedzieć w tym salonie z Tym mężczyzną. Wstałam i szybko wyszłam. Zatrzasnęłam za sobą drzwi i oparłam się o nie. Cały świat wirował w zawrotnej szybkości, potem była już tylko ciemność.

Czułam się jak na jeździe na kolejce w koło i w koło, i w koło…
- Zamknij się! Zamknij się i dopóki nie wróci ci rozum nie odzywaj się do mnie. A do niej nie waż się więcej zbliżać. Nigdy!
- Rebeka ma rację. Dokonałeś swojego wyboru.
- Nawet nie miałem takiego zamiaru.
Ktoś rozmawiał głośno gdzieś niedaleko. Głosy rozsadzały mi głowę. Powieki były za ciężkie aby je otworzyć. Kolejka przyśpieszyła wpadając znów w cichą ciemność.
 Klaus:
Czego oni wszyscy chcą ode mnie i od tej dziewczyny? Kiedyś coś do niej czułem, ale to już koniec. Choć wciąż reaguję na nią inaczej niż na kogokolwiek na tym świecie, szybsze bicie serca, to dziwne uczucie, szum w głowie. Fakt, że nie mogę oderwać od niej oczu.  Coś było nie tak. Nie wiedziałem jak się przy niej zachować. Jest tak drobna, mógłbym skrzywdzić ją jednym ruchem ręki. Choć kiedy wychodziła… Złapałem się za policzek który w ogóle nie bolał. Wydaje się, że skrzywdziłem ją nawet bez użycia ręki. Nie rozumiałem tego. Nikt na świecie nie mógłby mnie takiego pokochać. Wszyscy którzy wciąż są ze mną to rodzina i osoby które znały mnie jeszcze przed przeminą. Tak właściwie to nie mam już nawet rodziny. Caroline też już nigdy więcej nie zobaczę. Nigdy nie dowiem się dlaczego czułem przy niej to co czułem. Ale to już nie ma znaczenia.
Caroline:
Nie chciałam się budzić. Nie chciałam pamiętać, cokolwiek powinnam pamiętać. Ciemność była piękna, cisza kojąca, pustka niesamowicie znajoma. Dlaczego więc dźwięki zaczęły przedzierać się do moich uszu? Dlaczego światło rozjaśniło ciemność? A skoro wszystko się zmieniało, to dlaczego pustka nie znika?
- Caroline? – Rebeka pochylała się nade mną.
- Zostaw mnie. – Znów zamknęłam oczy.
- Rozumiem jeśli nie chcesz mnie widzieć. – W jej głosie słyszałam ból.
- Ty nie masz z tym nic wspólnego. A teraz daj mi proszę spokój. Nie mam zamiaru już się więcej odzywać.
- Już idę. Jeśli będziesz czegoś potrzebować to mi powiedz. – Usłyszałam zamykane drzwi. Wstałam z łóżka i rozejrzałam się po pokoju. To był mój pokój. Skąd Rebeka miała zaproszenie? W tym momencie miałam to gdzieś. Poczułam, że tracę siły. Skuliłam się na podłodze. Czułam jak coś rozdziera mnie od środka. Nie mogę żyć z tym bólem! Nie mogę! Nie obchodziło mnie to, że nikt mnie nie chciał. Nie mogłam żyć ze świadomością, że On mnie nie chciał, że On mnie nie kochał. Spojrzałam na siebie. Byłam wciąż we wczorajszym stroju. Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic, ładnie się umalowałam i przebrałam w ładną wiosenną sukienkę. Następnie spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy i wyskoczyłam przez okno. Starając się nie myśleć o niczym szłam przez las w stronę rzeki. Stanęłam na moście patrząc na toń wody. Szkoda, że wampir nie może utonąć. Taka myśl przeszła mi przez głowę. Wyciągnęłam z torby wszystkie rzeczy. Spojrzałam na kartki które trzymałam w rękach. Kartka świąteczna od Klausa i jego rysunek z moją podobizną, które nie powinny w ogóle istnieć, ponieważ to wydarzyło się w jednym z moich pierwszych snów o pierwotnym. Znajdowała się tam też kartka po tym kiedy się upiłam i kiedy dał mi książkę do historii sztuki i jeszcze kilka liścików które mi o nim przypominały. Poczułam że oczy znów mnie pieką i przez chwilę pomyślałam, że nie dam rady. Może jednak powinnam wyłączyć uczucia? Odgoniłam tę myśl. Najwyraźniej zasługuję na ten ból. Wyrzuciłam wszystkie kartki, które powoli tańcząc na wietrze spadały w dół. Zatrzymały się na tafli wody i niesione prądem zniknęły mi z oczu. Potem wyciągnęłam olbrzymiego białego misia. Wciąż nim pachniał. Wtuliłam się w jego miękkie pluszowe futerko. Poczułam wielką gulę w gardle.
- Żegnaj. – Wychrypiałam. Wypuściłam plaszaka z ramion, a on spadł. Nie trafił jednak do wody. Zatrzymał się na gałęzi. Lekki wiatr strącił go na ziemię tuż pod drzewem. Zeszłam z mostu i stanęłam nad nim. Podniosłam z ziemi kamień i grubszą gałąź. Kamieniem wyryłam na pniu literę „C”. Chciałam już wyryć inną literę, ale się powstrzymałam. To było by żałosne. Zresztą jak całe to moje zachowanie.
Klaus:
Wszyscy się wyprowadzili. I dobrze! Czułem się dziwnie samotny i rozbity, ale w końcu siedziałem sam w domu. Ciekawe czy Clary z Kolem dobrze się bawią. Usłyszałem trzask drzwi wejściowych.
- Już wróciliście? – Zrobiłem krok w stronę wejścia, ale nagle to poczułem. Jego obecność. Moje mięśnie przygotowały się do ataku.
- Niklaus. – Mężczyzna wyszedł z za rogu.
- Ojcze. – Starałem się aby mój głos był spokojny.
- A gdzie reszta rodziny? Wszyscy cię opuścili?
- Co tu robisz?
- Nie zadawaj głupich pytań chłopcze. – Prawie warknął. – Uciekasz przede mną od stuleci.
- Jak mnie znalazłeś?
- To nie ma teraz znaczenia. – Najszybciej jak umiałem sięgnąłem po sztylet z białego dębu i rzuciłem się na Mikaela. W połowie drogi upadłem jednak przez pulsujący ból w mojej głowie. Z za rogu wyłonił się inny mężczyzna. Miał brązowe włosy i mniej więcej 30 lat.
- Czarodziej. –Wysyczałem.
- Gdyby tylko. – Zaśmiał się ojciec.
- Nazywam się Silas. I jestem czymś więcej niż zwykłym czarownikiem. Potrafię mieszać w nadprzyrodzonych umysłach.
- Do diabła z tobą!
- Jestem nieśmiertelny. – Zaśmiał się.
- Czego chcesz? – Zwróciłem się do ojca.
- Twojego cierpienia, twojej śmierci. – Zaśmiałem się ponuro.
- Jak zamierzasz to osiągnąć? Spaliłem wszystkie kołki z białego dębu, a sztylet mnie nie zabije, nawet mnie nie uśpi. Jestem hybrydą. – Powiedziałem z dumą podkreślając fakt iż ta cecha sprawia, że nie jestem jego synem. Lecz gdyby nie ona nie byłbym ścigany przez tysiące lat.
- Wiem. Dlatego na razie zadowolę się twoim cierpieniem. Potem sam coś wymyślisz. – Uśmiechnął się tajemniczo.
- Sugerujesz, że będę błagać cię o śmierć?- Zaśmiałem się szczerze. Czegoś podobnego wcześniej nie słyszałem.
- Kiedy dowiesz się wszystkiego. Kiedy poznasz prawdę której teraz nie widzisz.
- Co to za łamigłówki? Od kiedy stałeś się filozofem ojcze? – Kpiłem z niego ignorując ból w skroniach.
- Zamilcz. Ciesz się, że mam dziś dobry humor szczeniaku.
- Może zechcesz mnie oświecić co tak dokładnie ma wywołać u mnie stan najgłębszej depresji?
- Z największą przyjemnością. Silas. – Skinął na czarownika. Poczułem jak coś opuszcza mój umysł. Natłok informacji zaczął docierać do mnie z ogromną prędkością.
- Nie! Nie możliwe! Przestań! – Poczułem coś mokrego na policzku.
Rebeka:
- Elijah! Elijah! Nie ma jej! Uciekła przez okno! – Caroline zniknęła i to jeszcze w takim stanie…
- Na pewno nie poszła daleko. Znajdziemy ją. – Elijah szedł właśnie po schodach w moją stronę. Odłożyłam tacę z gorącym kakao i świeżym rogalikiem. Coś na biurku przykuło moją uwagę. Kartka wyrwana z zeszytu. Tylko jedno słowo. Nic więcej nie było tam napisane.
- Elijah! – Zrozpaczona krzyknęłam najgłośniej jak umiałam, co było zbędne. Brat zaglądając mi przez ramie właśnie przyglądał się temu co ja.
„Dziękiuję.”
Bez podpisu, bez zbędnych słów. To było pożegnanie i oboje to wiedzieliśmy. Dla kogo? Dla matki? Dla Eleny? Dla nas? Dla wszystkich?
- Elijah… - Wyszeptałam. – Ja naprawdę ją lubiłam, ja naprawdę chciałam aby została moją siostrą.
- Może po postu uciekła. – Podbiegłam do szafy. Była pełna. Wszystkie ubrania były na swoim miejscu. Poczułam się bezsilna, zupełnie bezsilna. Zaczęłam płakać. Tak dawno nie płakałam…
Caroline:
Wróciłam na most stawiając uważnie kroki, aby nie wpaść do wody. Barierka była bardzo śliska, ale jako wampir umiałam utrzymać się na każdej powierzchni. Jestem  żałosna. Podniosłam gałąź na wysokość serca.

- Kocham cię.

środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział 30

Rozdział 30
Przeprasza. Trochę długo mi to zajęło, ale nie mogłam wcześniej. Miałam problemy z komputerem. Ale już jest nowy rozdział i chyba zamiast cokolwiek wyjaśniać jeszcze bardziej namieszałam ;p Jest za to perspektywa Kola. Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Życzę miłego czytania. Zapraszam do komentowania.
Kol:
O co w tym wszystkim chodzi! Co ona tu robi? Kopnąłem kamień leżący na podjeździe. Co to wszystko ma znaczyć? Klaus zachowuje się dziwnie, Beka chodzi wkurzona, Elijah dopiero co wyszedł z celi a już pokłócił się z Klausem. W ogóle co on tam robił? Dwójka mojego rodzeństwa ciągle nawija o tej młodej wampirzycy. I najgorsze jest to, że nie mam zielonego pojęcia dlaczego Clary przyjechała. Młoda myśli, że to moja wina, ale moim prezentem nie była wcale Clary tylko ruda. Miała czekać na nas pod domem. Wyciągnąłem telefon. Gdzie ona tak właściwie jest? Zabiję ją! Miała tu być wczoraj! Wybrałem odpowiedni numer. Usłyszałem sygnał a następnie dzwonek dochodzący z opodal. Zły, że ta ruda modelka bawi się ze mną w chowanego ruszyłem w stronę dźwięku. Znalazłem telefon leżący na ziemi. Właścicielkę też znalazłem, choć myło ją trudno poznać. Jej głowa leżała metr od reszty ciała, całe ciało we krwi. Przekląłem pod nosem. Coś było nie tak. Muszę pomówić z Elijahem. W szybkim tempie przekroczyłem próg domu.
- Elijah? – Odpowiedziała mi jedynie cisza. – Elijah!
- Nie krzycz tak. Wyszedł parę minut temu. – Usłyszałem głos Clary. Bezgłośnie przedrzeźniałem ją ruchem warg i kopniakiem otworzyłem drzwi wejściowe. Nie mogę uwierzyć, że potrafi mnie tak wkurzać. Dawniej ją lubiłem. Może to wpływ Rebeki i Elijaha, a może Młodej? Gdzie mógł się wybrać? Wyciągnąłem telefon z kieszeni, a następnie znów odłożyłem. Od kiedy ja jestem tym który przejmuje się czymkolwiek? Zły sam na siebie ruszyłem w stronę miasta. Miałem zamiar się posilić a bar wydawał się do tego odpowiedni. Zaraz po przekroczeniu progu zupełnie co innego zaprzątało mi głowę. Przy jednym ze stolików siedział mój najstarszy brat, a miejsce naprzeciwko niego zajmowała właśnie blond wampirzyca. Myślałem, że ona i Klaus… teraz Elijah? Wyostrzyłem słuch.
- Przepraszam za spóźnienie. – Blondynka zajęła swoje miejsce. – Czy coś się stało?
- Chyba to ja powinienem cię o to spytać.
- Nie rozumiem, o co ci chodzi.
- Wiesz dobrze o czym mówię. Chodzi mi o Klausa. – Dziewczyna spięła się.
- Myślę… - Przerwał jej dźwięk kładzionych na stoliku trzech szklanek z napojem.
- Więc jaki mamy plan? – Beka usiadła z gracją przy stoliku. Oboje wydali się zaskoczeni. Uśmiechnąłem się. Wydaje się, że zamierzają dobrze się bawić.
- Jaki plan? – Zdziwiła się Młoda.
- Ratowanie świata beze mnie? – Usiadłem na czwartym i ostatnim zarazem wolnym krześle przy ich stoliku. Ich reakcja była jeszcze bardziej widoczna niż gdy pojawiła się Rebeka. Elijah uniósł ze zdziwienia brwi, Beka omal nie zakrztusiła się Burbonem który właśnie piła, natomiast Młoda rzuciła mi gniewne spojrzenie.
- Co tu robisz?
- Cokolwiek robicie wchodzę w to. – Zignorowałem pytanie Rebeki. – No co, nie patrzcie tak na mnie. To miasto jest strasznie nudne.
- Nie wiem o co w tym wszystkim chodzi, ale cokolwiek robicie nie mieszajcie mnie w to. Jak na razie jedyne czego potrzebuję, to chwilę samotności aby wszystko przemyśleć. – Już zaczęła wstawać.
- Odmawiasz przyjęcia pomocy od pierwotnych? – Zawołałem za blondynką która wydawała się nie zwracać na mnie uwagi. – Hej Młoda!
- Młoda? – Odwróciła się w moją stronę – Nie wiem co kombinujesz, ale mam już dość twojej pomocy.
- Dlaczego tak strasznie mnie nie lubisz?
- Dlaczego ja cię nie lubię?! – Podeszła bliżej stolika. - To ty zachowywałeś się jakbym była co najmniej trędowata kiedy byliśmy w Paryżu. Poprzysięgłeś sobie, że rozdzielisz mnie i Klausa w ciągu tygodnia i dopiąłeś swego. Gratuluję! – Co prawda to prawda, ale nie byłem w stanie określić dlaczego zachowywałem się tak, a nie inaczej. Ciężko było się przyznać, nawet przed sobą, że byłem zazdrosny o brata. Ale to było coś więcej, nie jestem w stanie tego określić, ale to jakby przymus.
- Kol! – Zbulwersowała się Rebeka.
- Czy to prawda? – Elijah spojrzał na mnie z dezaprobatą.
- Co było, minęło. Teraz coraz bardziej cię lubię. Szczególnie jak widzę Clary rządzącą się w domu.
- Mieszka u was?
- Czasami mam wrażenie, że to my mieszkamy u niej. Szwęda się po kuchni w koszuli Nika i myśli, ze jest królową. A to, że sypia w tym a nie innym łóżku nie oznacz… - Urwałem uświadamiając sobie, iż powiedziałem za dużo.
- Oni sypiają r a z e m?
- Caroline…
- Elijah? Powiedz mi prawdę. – Zażądała twardo.
- Tak, ale to… - Młoda znów weszła mu w zdanie.
- Więc jaki właściwie macie ten plan? – Usiadła na swoim miejscu, a ja widząc blask furii i determinacji w jej oczach, zacząłem rozumieć, co Klaus w niej widział. Roześmiałem się.
- Już myślałem, że to cię zniechęci. Że się poddasz.
- Nie do puki nie dokopię mu tak, że nie będzie mógł usiąść na tyłku, nie myśląc już o zapraszania do swojego łóżka zdzir. – Znów się roześmiałem.
- Zaczynam cię lubić Młoda.
- Mam na imię Caroline!
- Spoko. Caro. – Puściłem do niej oczko. Wygląda na to, że Klaus znalazł sobie dziewczynę z charakterkiem. Życzę powodzenia.
- Możemy już przejść do omawiania? – Rebeka była znudzona naszą wymianą zdań.
Klaus:
Clary spała, chociał było dopiero wczesne popołudnie. Spojrzałem na podartą pościel. Uśmiechnąłem się. Miała prawo być zmęczona. Wstałem po cichu i wyciągnąłem sztalugi malarskie oraz płótno. Zabrałem się za malowanie oddychającej miarowo wampirzycy. Najpierw blond włosy. Delikatne jak aksamit, rozrzucone po poduszce, a przynajmniej po tym, co z niej zostało. Jej lekko uchylone usta. I najpiękniejsze na świecie oczy. Dzikie jak wzburzony ocean, niebieskie jak wiosenne niebo. Nagle uświadomiwszy sobie co właśnie namalowałem z impetem cisnąłem sztalugą o ścianę.
- Co się stało? – Hałas zbudził Clary. Usiadłem na łóżku łapiąc się za głowę. Dlaczego ciągle mam wrażenie, że coś mi umyka? Że coś jest nie tak? – Klaus? Wszystko w porządku? – Nachyliła się aby mnie pocałować, ale ja odsunąłem ją od siebie.
- Twoje oczy. – Przyglądałem się im w skupieniu. – Twoje oczy są brązowe.
- Tak, ale co to ma do rzeczy?
- Nic. Nie wiem. – Wstałem i skierowałem się prosto do łazienki. Zimny prysznic na pewno mi pomoże.
Kol:
- Czy to tylko mi się wydaje, ale wasze pomysły jak na razie ograniczają się do tego, że po prostu muszę przypomnieć mu co traci?
- No nie ma co, ale Młoda ma rację. To nie jest żaden plan. Może po prostu powinnaś się przed nim rozebrać? – Poczułem mocne uderzenie z tyłu głowy. – Auć! Za co to?
- Za Młodą i za pomysł z obnażaniem się!
- Powinniśmy na jakiś czas pozbyć się Clary. – Zaczęła Rebeka.
- Wtedy miałabyś możliwość do rozmowy z Klausem. – Kontynuował Elijah.
- To nie będzie łatwe. Dlatego zgadzam się! – Wszyscy spojrzeli na mnie jak na wariata. Było oczywiste, że nikomu z nich nie udało by się odciągnąć jej od Klausa. Elijah nigdy nie miał z nią zbyt dobrych relacji, nie wspominając już o Bece.
- Wspaniale. A więc wyciągnij ją jutro na cały dzień do… gdzieśtam. A Caroline w tym czasie porozmawia z Nikiem. Ja i Elijah przypilnujemy, żeby nie uciekł.
- Uciekł? Siostrzyczko zauważ, że jest naprawdę niewiele rzeczy przed którymi Klaus ucieka. – Powiedziałem całą prawdę. Mógłbym na palcach jednej ręki wyliczyć rzeczy których Klaus się obawiał.
- Otwieranie się i dzielenie uczuciami nigdy nie przychodziło mu najlepiej.
- Dziwisz się mu? – Carolina chyba już chciała się zapytać o coś co dotyczyło mojej rozmowy z Rebeką, jednak Elijah był szybszy.
- Skupcie się. Kol jesteś pewien, że dasz rade ją odciągnąć jutro?
- Jasna sprawa. – Choć jakoś nie należało to do górnej pozycji na liście „moje marzenia”. Spędzić przeuroczy, calutki dzień z nową, irytującą wersją Clary? Jeśli Młoda i Klaus nie będą potem razem to nie ręczę za siebie!
- Czyli ustalone? – Beka wstała. – Idę jeszcze na zakupy. Do jutra. – Zniknęła za drzwiami.
- Ale ja nawet nie wiem czy chcę z nim porozmawiać.
- Nie musisz. Możesz mu po prostu przywalić. Tak jak zapowiedziałaś. – Sięgnąłem do kieszeni i wyciągnąłem stamtąd garść banknotów. – Masz. – Podałem je bratu. – Kup za to kamerę i wszystko mi nagraj. Muszę to zobaczyć! – Elijah tylko westchnął i nawet nie zabrał pieniędzy.
- Za tyle pieniędzy to ty możesz kupić chleb, a nie kamerę. – Spojrzałem na dolary które trzymałem w ręce. Trzy jednodolarówki.
- Rzadko używam pieniędzy. – Właściwie to nigdy ich nie używam. – Perswazja mi wystarcza.
- Tak też myślałam. – Spojrzałem na nią przechylając powoli głowę.
- Nie mów! Nie mów, że ty zamiast używać perswazji płacisz zielonymi! – Czym bardziej poznawałem tą dziewczynę tym bardziej niezwykła zaczynała się wydawać.
- Tak właśnie najczęściej robię.
- Zamiast o krwiożerczych wampirach powinni pisać książki o tobie. To dopiero wybryk natury! – Caroline próbowała nieudolnie udać obrażoną lecz w końcu się roześmiała.
- Caroline. Czy jest jeszcze coś o czym chciałabyś porozmawiać? – Elijah chyba szykował się do wyjścia.
- Nie. Muszę to wszystko przemyśleć.
- W takim razie do zobaczenia jutro. Pamiętaj, że nikt cię do niczego nie zmusza.
- Ale jak nie przyjdziesz to ja ci pokarzę! – Dokończyłem z uśmiechem. Elijah chciał coś powiedzieć ale Caro była szybsza.
- Phi! Nie boję się ciebie. – Jakby się zastanowić to jednak była dziewczyną Klausa.
- Załóżmy, że ci wierzę.
- Idę już.
- Elijah czekaj! Chcę z tobą jeszcze porozmawiać. – Wybiegłem za bratem.
Caroline:
Siedziałam nad kolejnym kieliszkiem analizując swoje życie. Odkąd w Mystice Falls pojawił się Klaus moje życie zupełnie się zmieniło. Nie było idealne, w końcu wiele osób zginęło. Ale też zakochałam się. Nie była to taka miłość jak do Tylera. To było bardziej namiętne. Zawsze kiedy byłam blisko niego moje serce chciało wyskoczyć. Chciałam go dotknąć, przeczesać jego włosy ręką, dać mu się pocałować. Ale z drugiej strony zawsze szukałam w nim tego, co moi przyjaciele. Zła, czekałam, aż okaże się, że on tylko się mną bawił.  A teraz czuję, że te obawy zniknęły, ale czy nie jest już za późno? Wróciła jego pierwsza miłość. Poczułam ucisk w klatce piersiowej i rosnącą gulę w gardle. Wypiłam cała zawartość kieliszka na raz próbując się jej pozbyć. Choć jakby się tak zastanowić, jestem beznadziejna. Odkąd zamieniłam się w wampira zachowywałam się żałośnie. Ciągle kończyłam z kieliszkiem w ręce użalając się nad sobą zamiast coś zrobić. Straciłam swoje cele. Jako człowiek miałam sporo marzeń, pragnień, wszędzie było mnie pełno. A teraz? Wstałam z krzesła i rzuciłam kilka banknotów na stół. Muszę wziąć sprawy w swoje ręce. Kiedy Kol powiedział mi, że Clary sypia z Klausem poczułam, że nawet jeśli to nic nie zmieni muszę zrobić co w mojej mocy, aby go odzyskać. Muszę się przygotować  na jutro. Może oni mają rację. Może powinnam pokazać mu, co traci. Idąc w stronę domu zaczęłam wszystko planować. Muszę się wyspać. Jutro makijaż, fryzura… A w co ja się ubiorę? Kiedy doszłam do domu mamy znów nie było. Ostatnio pracuje coraz więcej. Pod drzwiami znalazłam duże ozdobne pudełko. Trochę to dziwne. Nie było z pewnością od Klausa. To nie jego stylem pisma jest napisany liścik na wierzchu. Podniosłam ozdobny papier.
„Kiedy zobaczyłam ją na manekinie od razu pomyślałam o tobie.”

Nie było podpisu, ale wiedziałam kto go przyniósł. Wiedziałam też co znajdę w środku. Z pewnością jakąś olśniewającą sukienką. Trzeba przyznać, że podoba mi się styl Rebeki więc z niecierpliwością otworzyłam pudełko zastanawiając się, co takiego tym razem dla mnie wybrała.

czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 29

Rozdział 29
Ostrzegam, że rozdział może wydać się wręcz bulwersujący pod względem zachowania jednego z bohaterów, ale obiecuję, że wszystko się wkrótce wyjaśni. Zapraszam do czytania i komentowania.
Caroline:
Droga na lotnisko trwała 2 godziny, co było spowodowane korkami. Kiedy dojechaliśmy samolot, a raczej odrzutowiec już na nas czekał. Przed nim stał Alex. Klaus minął go bez słowa i podszedł do schodków. Podał mi rękę i pomógł wsiąść do samolotu. Przechodząc koło Alexa uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił uśmiech. Wydawał się całkiem sympatyczny. Rozejrzałam się po pokładzie. Wydawał się przestronny i drogi. Na jednym z foteli siedział Kol.
- No w końcu jesteś. - Przywitał się z bratem.
- Startuj. – Klaus powiedział to do małego mikrofonu w ścianie. Maszyna ruszyła.
- Gdzie lecimy? Do Nowego Orleanu?
- Dlaczego akurat tam? – Zastanawiałam się dlaczego Kol zapytał akurat o to miasto.
- Do Mystic Falls.
- Nigdy o tym nie słyszałem.
- Nie powinieneś.
- Co jest w Nowym Orleanie? – Przypomniałam sobie mój sen.
- Dom. – Obaj bracia powiedzieli to prawie jednocześnie. Potem zapadła cisza, zmęczona zasnęłam.
Obudziłam się dopiero przy lądowaniu. Za parę godzin będę w domu. Kiedy wylądowaliśmy przesiedliśmy się do auta które już na nas czekało. Kiedy byliśmy już na obrzeżach miasta samochód zahamował gwałtownie.
- Co do… - Klaus urwał kiedy drzwi od mojej strony otworzyły się gwałtownie. W drzwiach stała urocza blondynka. Miała brązowe oczy w których tańczyły iskierki. Wyglądała na wyższą ode mnie. Miała na sobie obcisłą czarną sukienkę bez ramiączek, która ledwo sięgała do ud, odsłaniając długie i piękne nogi. Make-up zrobiony był wręcz perfekcyjnie.
- Clarissa? – Kol wydawał się zaskoczony. Zaraz, czyżby to jego sprawka? Przecież musiał wiedzieć gdzie lecimy, mówił też coś o niespodziance dla Klausa. Czy ta kobieta, ta wampirzyca ma coś wspólnego z ich przeszłością? Spojrzałam na Kola. Niesamowity z niego aktor. Jego zdziwienie można by uznać wręcz na prawdziwe. Pomyślałam kąśliwie.
- Klaus! Kol! – Dziewczyna ucieszyła się na ich widok.
- Co tu się dzieje? – Kol spojrzał najpierw na brata a potem na mnie. A następnie wyszedł z drugiej strony samochodu. Klaus wciąż wpatrywał się w uśmiechniętą twarz Clarissy. Nagle dziewczyna cofnęła się aby przywitać się z Kolem. Uświadomiłam sobie iż wstrzymuję oddech. Wzięłam głęboki wdech. Z zewnątrz dochodziły odgłosy powitania.
- Klaus? – To nie ja to powiedziałam. Wampirzyca nachylała się nad Klausem patrząc mu w oczy. Następnie pocałowała go w policzek.
- Clary co ty tu robisz? – Klaus wyszedł z auta. Clary? Chciałam wysiąść ale pasy zatrzymały mnie na miejscu. Przyzwyczajenie z ludzkiego życia. Zaczęłam się z nimi nieudolnie mocować.
- Pomóc? – Kol zaglądał mi przez drzwi. Sięgnął i jednym zgrabnym ruchem je odpiął.
- Dzięki. – Zabrzmiało to bardziej warknięcie, niż podziękowanie. Chciałam wyjść, ale Kol wciąż sterczał w drzwiach.
- Przesuń się.
- Spokojnie. Nie musisz na mnie warczeć. Zanim Cię jednak przepuszczę. Wiesz co ona tu robi?
- Clary? – Powiedziałam to słodkim głosikiem. – Przypuszczam, iż przekonuje Klausa iż jestem tak naprawdę nikim, ale ty wiesz najlepiej! – Wyszłam drugimi drzwiami.
- Klaus? – Spojrzałam na hybrydę stojącą naprzeciw blondynki.
- Clary, to jest Caroline. Caroline, to jest Clary, moja przyjaciółka z dzieciństwa. – Przyjaciółka z dzieciństwa?
- Kolejna p-pierwotna?! – Clarissa zaśmiała się dźwięcznie.
- Oczywiście, że nie.
- Pierwsza osoba zamieniona przez nas w wampira. – Burknął ponuro Kol.
- A dokładniej przez Klausa. – Brązowooka uśmiechnęła się uroczo.
- Znasz go od czasu przemiany? – Jakieś tysiąc lat? Poczułam jak zazdrość rozsadza mnie od środka.
- Nie. Znałam go jeszcze długo przed tym. Byliśmy razem prawie od urodzenia. Potem kiedy stali się wampirami byłam pierwszą która została przemieniona. – Razem? Gdybym była balonem wypełnianym zazdrością zamiast powietrzem już bym wybuchła.
- Więc znałaś go jako człowieka? – Nie potrafiłam odpuścić. Jaki on był kiedy był małym chłopcem? Czy bał się ciemności? Często się śmiał? Jego pierwsza dziewczyna? Pierwszy pocałunek?
- Tak. Ale o wiele bardziej wolę go jako hybrydę. Silny, bezlitosny, niepokonany.
- Nie uznałabym tego za najlepsze cechy.
- Nie znałaś go kiedy był mały.
- Co ty nie powiesz!
- Wyglądasz na młodą. Ile masz lat?
- To nie twój interes!
- Caroline co cię ugryzło? – To nie był mój Nik, a może Nik nie należał do mnie, tylko do niej?
- Nic. Jestem po prostu zmęczona i chcę wrócić już do domu.
- Zaraz cię odwiozę.
- Nie trzeba. Przejdę się.
- Mogę cię odprowadzić. – Zaproponował Kol.
- Nie dotykaj mnie! – Cofnęłam się gdy podszedł do mnie. – Wszystko psujesz! – Wiedziałam, że on nie ma wpływu na to, jak zachowuje się Klaus, ale potrzebowałam zwalić to wszystko na kogoś. A przecież to on ją tu sprowadził. Pobiegłam jak najszybciej przed siebie. Potrzebuję zajęcia. Powinnam sprawdzić jak czuje się Elena. Tak, powinnam to zrobić.
Od razu ruszyłam w stronę domu Salvatorów, po drodze mijając willę Mikaelsonów. Samochód Rebeki właśnie wyjeżdżał z posesji.
- Caroline! – Wampirzyca wydawała się cieszyć na mój widok. – Jak udało wam się tu dolecieć w tak krótkim czasie? A tak właściwie, to gdzie Nik?
- Jest zajęty.
- Przecież miał uwolnić Elijaha! – Zupełnie zapomniałam o tym, że jego starszy brat wciąż jest uwięziony.
- Jak on się czuje?
- Dobrze, ale czułby się lepiej na wolności. Próbowałam sama wyważyć kraty, ale nie da rady. Co go zatrzymało?
- Wasza przyjaciółka. Przeurocza Clarissa. – Powiedziałam to z dużą porcją sarkazmu.
- Kto?
- No wasza koleżanka od dzieciństwa. Ona i Klaus zawsze byli razem…
- Co ta żmija tu robi? – Zaczęłam zastanawiać się, czy to nie z moich ust wypłynęły te słowa. Rebeka wydawała się jej nie lubić.
- Nie takiej reakcji się spodziewałam. Myślałam, że naszą drogą Clary wszyscy kochają.
- Ona zawsze wszędzie za nimi chodziła, a mi zabraniała, ale Nik i tak mi pozwalał.
- Naprawdę? Dziś wyglądał na jej największą fankę.
- Gdzie oni są! – Rebeka wyglądała na złą.
- Na obrzeżach miasta. Miłej zabawy.
- Nie idziesz tam ze mną?
- Właśnie stamtąd wracam.
- A co z kluczem? Kto uwolni Elijaha?
- Klucz? Klaus ma jakiś na szyi. Ale jeśli dotrzyma obietnicy, to powinien go uwolnić.
- Obietnicy?
- Rebeka nie mam naprawdę siły na tą rozmowę.
- Zaraz przemówię mu do rozsądku! – Ruszyłam przed siebie nie próbując nawet zrozumieć znaczenia jej słów. Parę minut później ze sztucznym uśmiechem na ustach zapukałam do drzwi. Otworzył mi Stefan.
- Caroline! Tak się cieszę, że wróciłaś. Martwiłem się o ciebie.
- Blondi nie ma co, ale tym razem akcja ratunkowa ci się udała. – Usłyszałam głos Damona. Jego postać wyłoniła się właśnie zza rogu.
- Gdzie Elena?
- Śpi. – Stefan gestem ręki zaprosił mnie do środka.
- Jak się czuje?
- Trudno powiedzieć. Wygląda na to, że hybryda znęcał się nad jej umysłem nie ciałem. – Słowa Damona sprawiły iż zaczęłam zastanawiać się nad jej zachowaniem w Paryżu. Kiedy Klaus wszedł do naszego pokoju moja przyjaciółka zaczęła krzyczeć i piszczeć wymyślając to nową teorię spiskową. Może to wina Klausa?
- A  co z Bonnie?
- Jest na górze u Eleny. Wygląda na to, że czuje się całkiem dobrze.
- A wy?
- Głupie pytanie. Muszę z nim mieszkać. – Damon trącił brata łokciem.
- A ty? – Stefan spytał z troską.
- Jestem strasznie zmęczona.
- To zrozumiałem. Po tak upojnej nocy… - Wymierzyłam Damonowi mocny cios w głowę.
- Pilnuj lepiej swoich spraw.
- Au!
- Wrócę chyba teraz do domu i prześpię się w takim razie.
- Do zobaczenia później?
- Tak. Wpadnę zobaczyć się z Eleną. – I wyszłam. Tak naprawdę nie byłam zmęczona. Spałam w końcu kilka godzin w samolocie. Postanowiłam jednak wrócić do domu. Jutro poniedziałek. Muszę przyszykować się do szkoły i zaplanować imprezę, która miała odbyć się w piątek. Wygląda na to, ze znalazłam sobie zajęcie na kolejne kilka godzin.
Klaus:
Kol wciąż wypytywał Clary o jej przyjazd. Czułem, że coś mi umyka, że coś jest nie tak, ale nie mogłem tego zdefiniować. Może to po prostu to, że pierwszy raz od tak dawna spotkałem ją, moją pierwszą miłość kiedy byłem jeszcze człowiekiem, dziewczynę z którą całowałem się pierwszy raz. Ale dlaczego my się w ogóle rozstaliśmy? To stało się po jej przemianie. Zmieniła się. Stała się dwulicowa i arogancka. Tylko, że przemiana w wampira nie zmienia charakteru, a jedynie wzmacnia. Wtedy mi to przeszkadzało, ale czy teraz wciąż mi przeszkadza? Jest piękna, silna, nie boi się niczego, ani nikogo. Przebyła długą podróż aby nie zobaczyć. Spojrzałem na nią. W jej oczach zauważyłem wyczekiwanie.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? – Przybliżyła swoją twarz do mojej i pocałowała. Odwzajemniłem pocałunek. Nie rozumiałem co było nie tak, ale ten pocałunek nie smakował tak jak powinien. Nie czuć było miłości, ani pożądania. A może tylko mi się wydaje? W jej oczach widziałem pożądanie.
- Nie przeszkadza ci, że jeszcze chwilę temu całował się z Caroline? – Kol chyba pierwszy raz nazwał ją po imieniu. Coś we mnie drgnęło. Caroline. Pocałunek. Miłość. Wsunąłem palce we włosy wampirzycy. Jej włosy nie są takie miękkie jak loki Caroline.
- Klaus! Skończ tą swoją głupią grę, bo ją stracisz! – Oderwałem się od dziewczyny.
- Beka! – Uśmiechnąłem się do siostry. – Kogo stracę? – Jej torebka z impetem odbiła się od mojej głowy.
- Nic się nie zmieniałaś. – Zaśmiała się Clarissa.
- Zamknij się! To nie twój interes. Wiesz dobrze jak skończyła się wasza znajomość. Klaus zauważył jaka jesteś naprawdę i zrozumiał, ze tak naprawdę nigdy cię nie kochał!
- Jesteś zazdrosna? Zawsze byłaś. Byłaś zazdrosna o to, że mógł kochać inną kobietę niż ciebie.
- To nie to! Nie mam nic przeciwko kobiecie w sercu Nika. Ale to musi być ktoś kto jest tego godny.
- Jak Caroline? – Wtrącił się Kol. Wszyscy w wyczekiwaniu zwróciliśmy na nią oczy. Zapadło chwilowe milczenie.
- Tak. Jak Caroline.
- Myślałem że jej nie lubisz. – Drażniłem się z nią.
- A ja, że ją kochasz.
- Nigdy czegoś takiego nie powiedziałem! – Te słowa wyrwały mi się z ust. Wcale nie chciałem tego powiedzieć. Rebeka stała jak wryta.
- Powiedziałeś. – Wtrącił się Kol. Powiedziałeś mi to w Paryżu. Powiedziałeś, że ją kochasz i że nic tego nie zmieni. Ze muszę to zaakceptować albo zniknąć. Powiedziałeś…
- Dosyć. – Clary zaśmiała się wesoło. – Nie chcemy chyba, aby rodzina się rozpadła przez jakąś młodą wampirzycę. Uczucia się zmieniają, a pierwsza miłość zawsze pozostaje najsilniejsza.
- Co ty…

- Dość Rebeka. Na dziś wystarczy. Wszyscy jesteśmy zmęczeni. Porozmawiamy o tym jutro na spokojnie. – Nie wiedziałem co mam o tym wszystkim sądzić kochałem Caroline. Ale czuję, ze Clary ma rację. Stara miłość nie rdzewieje. Ja i blond wampirzyca pojechaliśmy dalej samochodem. Moje rodzeństwo zostało przy aucie Beki.

niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział 28

Rozdział 28
Ach te zwariowane wakacje! Człowiek myśli, że znajdzie więcej czasu na bloga a jak na razie to rzadko w domu bywa. Przepraszam, że tak długo czekaliście. Mam nadzieję, że się nie nudzicie, ale gdyby jednak to na nudę najlepsze czytanie. Zapraszam więc do zapoznania się z nowym rozdziałem. Koniecznie napiszcie co o nim sądzicie.
Caroline:
Czy ja ostatnio nie za często budzę się z bólem głowy? Skrzywiłam się. Co ja wczoraj wyprawiałam? Otworzyłam oczy. Leżałam w łóżku, w pokoju było jasno. Ale to nie była moja sypialnia. Nie był to też pokój w którym zatrzymała się Rebeka. Spojrzałam przez otwarte na oścież drzwi balkonowe. Z ust wyrwało mi się krótkie westchnienie. Pokój z widokiem na Wieżę Eiffla! Usłyszałam cichy szelest. Spojrzałam w tamtą stronę a moje usta znów wydały niepożądany odgłos. Z jednych z drzwi wyszedł właśnie bosy Klaus. Miał na sobie jedynie jeansy. Wycierał wilgotne włosy ręcznikiem. Pojedyncze krople z włosów spadały na jego umięśniony tors. Mały metalowy kluczyk wiszący na rzemyku błyszczał w słońcu. Poczułam ochotę aby dotknąć jego umięśnionego brzucha. Klaus zauważył, że mu się przyglądam i uśmiechnął się zadowolony.
- Dzień dobry Kochana.
- Jak tu dotarłam?
- Jak zawsze kiedy ze mną pijesz. – Jego uśmiech nie znikał z twarzy. Zdziwiona uniosłam brwi. – Przyniosłem cię.
- Dziękuję… - Odwrócił  się i wyszedł na balkon.
- Cała przyjemność po mojej stronie. – Stał do mnie tyłem. Ręcznik którym wcześniej wycierał włosy spoczywał teraz na jego ramionach. Najchętniej zrzuciłabym go aby nie zasłaniał jego umięśnionych ramion… Klaus odwrócił się.
- Zamówię lunch.
- Która godzina?
- Za dziesięć dwunasta.
- Już tak późno? – Zerwałam się z łóżka i poczułam zawroty głowy. Klaus już ruszył w moją stronę ale zatrzymałam go gestem ręki. Podparłam się o łóżko. Nie wiadomo jak by się to skończyło gdybym znalazła się teraz w jego ramionach.
- Kac? – Pokiwałam twierdząco głową.
- Marzy mi się długa kąpiel. – Nieświadomie powiedziałam to na głos.
- Łazienka jest tam. – Wskazał mi drzwi z których sam niedawno wyszedł. Skinęłam głową i powoli udałam się w tamtym kierunku. Zatrzymałam się w drzwiach i spojrzałam na sukienkę którą wciąż miałam na sobie. Najchętniej bym się w coś przebrała. Ale oczywiście niczego ze sobą nie zabrałam. Zamknęłam za sobą drzwi na klucz i upewniłam się raz jeszcze czy są zamknięte. Ściągnęłam sukienkę i weszłam pod prysznic. Po kąpieli owinięta w ręcznik spojrzałam niechętnie na brudną już sukienkę. Moją uwagę przykuła czysta kupka idealnie złożonych kobiecych ubrań. Czyżby należały do jednej z jego… Przełknęłam ślinę i podeszłam do kolorowej sterty. Podniosłam białą letnią sukienkę. O dziwo miała jeszcze metkę. Do tego błękitny sweterek, pasek i szpilki.
- W łazience masz ubrania na przebranie. – Usłyszałam głos Klausa z za drzwi. – Rebeka powiedziała, że będą na ciebie dobre.
- Mhm. – Nie mając zbytnio innej perspektywy ubrałam się w pozostawione mi rzeczy. Przeczesałam palcami włosy i wyszłam z łazienki. Hybryda przyglądała mi się ze skupieniem. Z uśmiechem podszedł do mnie i stając za mną odgarnął mi włosy z karku.
- Nie oderwałaś metki głuptasie.
- Głuptasie? – Klaus zignorował moje pytanie. – To dla tego, że mam nadzieję ją oddać. – Mina Klausa stężała.
- Prezentów się nie oddaje.
- Ale też nie przyjmuje się ich od nieznajomych. Szczególnie kiedy są tak drogie. – Wyraz jego twarzy stał się nieodgadniony.
- A więc tym dla ciebie jestem? Po prostu nieznajomym? – Podszedł do mnie niebezpiecznie blisko. Zaczęłam się powoli cofać.
- Nie to miałam na myśli…
- Zawsze całujesz się z nieznajomymi mężczyznami na szczycie Wieży Eiffla? – Jego bliskość sprawiała iż nie mogłam racjonalnie myśleć.
- Pierwszy raz byłam na Wieży Eiffla… - Klaus roześmiał się złowrogo.
- Co to miało znaczyć? Uważaj Caroline, nie chciałabyś wiedzieć co ja robię z nieznajomymi kobietami. – Poczułam, że nie mogę się już dalej cofać, natrafiłam na jakąś przeszkodę. Przełknęłam ślinę.
- Nie chciałam, aby to tak zabrzmiało. Chodzi o to, że chwilami mam wrażenie, że cię nie znam. Raz jesteś wobec mnie miły i czuły a innym razem agresywny i niebezpieczny.
- Agresywny? Niebezpieczny? Wobec ciebie? – Znów złowrogi śmiech który tym razem zamarł na jego ustach. Popchnął mnie, a ja poczułam pod sobą miękki materac.
- Klaus? Co robisz?!
- Agresywny? Mogę ci przysiąc, że jeszcze nigdy nie byłem wobec ciebie agresywny… ani nigdy nie byłem dla ciebie aż tak niebezpieczny jak mogę być. – Jego głos był zimny i beznamiętny. – Ale jeśli chcesz, mogę pokazać ci o co właśnie mnie osądziłaś. – Próbowałam się zerwać z łóżka jednak on złapał mnie z ogromną siłą za  nadgarstki.
- Puść! To boli! - Dlaczego? Dlaczego Nik tak się zachowywał? Mój Nik…
- O nie. To jeszcze nawet nie zaczęło boleć. Usiadł nade mną okrakiem i zaczął zaborczo całować po szyi i biuście.
- Proszę przestań! – Nie przestał. Jego dotyk parzył mnie, czułam jak moja skóra reaguje na jego pocałunki. Ale nie sprawiało mi to przyjemności a jedynie ból.
- Gratuluję Kochana. Udało ci się dopiąć swego. Pokarzę ci dziś jak traktuję nieznajome. – Jego głos był trochę ochrypły.
- Przestań! Przestań bo zacznę krzyczeć!
- Nikt ci nie pomoże. Możesz krzyczeć ile chcesz.
- Jest ktoś… ktoś kto na pewno mi pomoże… - Wiedziałam to, jest sposób aby go powstrzymać, nie wiedziałam tylko czy on wciąż istnieje i czy ja wciąż istnieję dla niego.
- Wątpię. Pamiętasz chyba, że jesteśmy we Francji? Nie ma tu Stefana ani Damona, nie ma też Elijaha. – Wyszeptał mi przy ciele muskając moją skórę wargami. Jedną ręką złapał moje nadgarstki, druga wędrowała wzdłuż moich ud, coraz wyżej i wyżej…
- Nie o nich myślałam. – Nabrałam w płuca powietrza i z całej siły zaczęłam krzyczeć. – NIK! NIK! Proszę przestań! – Czułam się jak głupia bohaterka kreskówki. To co właśnie robiłam było głupie, ale wydawało się skutkować. Klaus zesztywniał na chwilę, następnie podniósł głowę i spojrzał na moją twarz, starannie unikając mojego wzroku. Potem na ręce które w miejscu ucisku zrobiły się fioletowe. Zobaczyłam w jego oczach pogardę i odrazę. Poczułam ból w klatce piersiowej, nie mogłam patrzeć jak się obwinia. W końcu to ja zaczęłam. Klaus miał rację, nigdy nie stanowił dla mnie zagrożenia. Poczułam, że uścisk zniknął, tak samo jak ciężar jego ciała. Klaus właśnie wstawał z łóżka nie patrząc na mnie. Podniosłam się więc szybko i tym razem to ja popchnęłam go na łóżko. Nie opierał się. W jego oczach widziałam ból. Dlaczego aż tak bardzo się tym przejął? Przecież do niczego nie doszło! Nagle na jego policzku pojawiła się kropla, łza. Moja łza. Otarłam oczy zanim kolejna łza wylądowała na jego twarzy. Klaus w końcu spojrzał na mnie i znów poczułam ukłucie bólu. Jego smutne oczy patrzyły na mnie przepraszająco. Kolejna łza skapnęła, tym razem na pościel tuż obok jego ucha. Klaus odwrócił głowę, ale ja chwilę później złapałam ją w dłonie i delikatnie obróciłam w moją stronę. Tym razem patrzył na mnie ze… zrozumieniem? Nie zdążyłam się im przyjrzeć ponieważ zamknął oczy. Otarłam nowe łzy i Pochyliłam się nad nim. Złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek. Czyżby to był pierwszy raz kiedy to ja go pocałowałam? Klaus gwałtownie otworzył oczy. Uśmiechnęłam się wciął mając swoje usta na jego i pogłębiłam pocałunek. Klaus powoli, jakby niepewnie oddał go.
Klaus:
Nic nie rozumiałem. Pierwszy raz od dłuższego czasu nie miałem kontroli nad sytuacją. Zrozumiałem co się dzieje dopiero kiedy zaczęła krzyczeć. Ale dlaczego krzyczała moje imię? Myślałem, że za to co jej zrobiłem… za to co chciałem zrobić… za to co mogło się stać. Myślałem, że chce zemsty. Widziałem przecież jak płacze, nie mogłem patrzeć na nią w takim stanie. Mój Anioł skrzywdzony przeze mnie! Kiedy poddałem się jej myślałem, że chce mnie ukarać lub spróbuje mnie nawet zabić…
- Dlaczego?
- Dlaczego co? – Spytała wciąż zdyszana.
- To nie była kara.
- To nie miała być kara. – Uśmiechnęła się do mnie promienie.
- Dlaczego sądziłaś, ze kiedy powiesz do mnie Nik, to zadziała?
- Poznałam cię jako Nika. Wiem też, że tak mówią do ciebie tylko bliskie ci osoby i ja. – Teraz rozumiałem.
- Jesteś dla mnie bliską osobą.
- Wiem. – Zaczerwieniła się. – Nie chciałam żeby to tak wyszło. Przepraszam.
- Nie przepraszaj. To ja powiniene… Znów mnie pocałowała, a ja poczułem nieodpartą ochotę aby przyciągnąć ją do siebie i rozerwać tę białą sukienkę… Ale nie mogłem, nie po tym co zrobiłem. Mój telefon zadzwonił a Caroline odsunęła się ode mnie. Niechętnie podniosłem urządzenie do ucha.
- Halo?
- Wylecieliście zgodnie z planem? O której lądujecie?
Caroline:
Na śmierć zapomniałam! Dziś mamy samolot.
- Która godzina?
- Dwie godziny po tym jak powinniście być w samolocie… Czy tylko mi się wydaje, ze was tam nie ma? – Głos Rebeki zabrzmiał w telefonie.
- O nie!
- Następny lot jest dopiero jutro o 6.
- Nie musimy się śpieszyć. Jesteśmy w końcu nieśmiertelni. – Z zadowoleniem zauważył Klaus.
- Jutro jest szkoła, że tak wtrącę. – Celna uwaga Rebeki spowodowała iż Klaus spojrzał na mnie i znów na telefon.
– Nie przejmuj się Beki. Jeszcze dziś będziemy. – I się rozłączył. Chciałam zapytać go jak to zrobimy skoro samolot leci już od dobrych dwóch godzin, ale nie zdążyłam, ponieważ Klaus znów przyłożył słuchawkę do ucha. Wiem, że nie powinnam, ale mimo wszystko wyostrzyłam słuch.
- Panie? – Przekręciłam oczami. Zakochałam się w kimś kto ma kompleks wyższości!
- Potrzebuję samolotu za dwie godziny.
- Ale ostatni samolot dzisiaj…
- Samolot ma na mnie czekać na lotnisku i za dwie godziny ma się wzbić w powietrze. Nie obchodzi mnie jak to zrobisz.
- Rozumiem. – A ja nie. Co to znaczy? Że ma być? Co on mu karze zrobić? Chyba nie użyje perswazji i zmieni kurs jakiegoś innego samolotu tylko dla tego, że ja chcę być w poniedziałek w szkole. A co z tymi wszystkimi ludźmi? A co jeśli przez zmianę kursu zdarzy się tragedia i się rozbijemy? Poczułam, że Klaus mi się przygląda. Westchnął ciężko.
- Skorzystaj z mojego konta w Szwajcarii. Powinno wystarczyć pieniędzy.
- Na tamtym koncie wystarczyło by pieniędzy na zakup kilku odrzut… - Klaus rozłączył się.
- To nie było konieczne. To tylko szkoła.
- Nie robię tego dla szkoły, tylko dla ciebie. – Podsunęłam się bliżej i wtuliłam w jego tors.
Klaus:
Objąłem Caroline znamionami, myśląc nad tym jak krucha jest jej osoba. Wtuliłem twarz w jej włosy delektując się ich miękkością i zapachem. Tak niewiele brakowało mi do szczęścia. Jedynie de blond loki, duże niebieskie oczy, uroczy nosek, piękne usta, to drobne ciałko, nieziemski uśmiech… Niby niewiele, ale bez tego wszystkiego nie mam nic. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie zasługuję na nią. Nie zasługuję nawet na jej uśmiech, nie zasługuję na to aby tak ją trzymać.
Caroline:
Chwile później musieliśmy już się zbierać, aby mimo korków dojechać na czas. Miałam nadzieję, że udało się temu nieszczęśnikowi załatwić samolot. Już raz omal nie byłam świadkiem kary za nie wykonanie polecenia. Kiedy wyszliśmy przed hotelem stał już srebrny kabriolet z szoferem.
- Nie przypominam sobie, abym prosił cię o podwózkę.
- Spokojna głowa, jeśli chcesz, to możesz prowadzić.
- Kol?!
- Wsiadasz bracie?
- Co zamierzasz? – Klaus zmierzył wzrokiem brata który właśnie okrążał auto aby siąść na miejscu pasażera.
- Jadę z tobą. – Uśmiechnął się. Poczułam się jak piąte koło u wozu.
- Po co? Myślałem, że chciałeś mieć własne życie.
- Wsiadaj bo się spóźnimy na samolot.
- Skąd wiesz, że mamy samolot? – Kol wydawał się nawet nie słyszeć mojego pytania. Przyjrzałam się samochodowi. Wyglądało na raczej dwuosobowe auto z odrobiną miejsca z tyłu niż na pięcioosobowy pojazd. Klaus chyba też to zauważył.
- W takim razie spotkamy się na lotnisku. – Pożegnał go Klaus i podszedł do parkingowego. Spojrzałam na najmłodszego Mikaelsona. Przyglądał mi się z otwartą wrogością. Przeszedł mnie dreszcz.
- Nie ma szans, że Klaus wytrzyma z tobą dłużej niż tydzień. Nie szczególnie gdy zobaczy mój prezent powitalny. – Uśmiechnął się złośliwie.
- Dlaczego tak mnie nie lubisz? – Czarne BMW stanęło tuż za samochodem Kola. Klaus obszedł samochód i otworzył drzwi od strony pasażera. Kol odjechał z piskiem opon. Wygląda na to, że nie jest mi pisane poznać odpowiedź na to pytanie. Nieco zamyślona wsiadłam do samochodu. Poczułam badawczy wzrok Klausa.
- Ładny samochód. Skąd go masz? – Zaczęłam niewinną rozmowę.
- Pożyczyłem. – Uniosłam brwi.
- Ukradłeś?
- Pożyczyłem. Kiedy zostawię go na płucie lotniska właściciel będzie mógł go stamtąd odebrać.
- Jesteś niereformowalny.
- Raczej mam swoje poglądy. – Poprawił mnie. – Zresztą ty też bywasz nieznośna.
- Nieznośna?
- Dokładnie. Nieznośnie dobra. Przyleciałaś tu aby ratować swoją koleżankę która będąc w niewoli majaczyła wzywając wszystkich oprócz ciebie. Damona, Stefana, a nawet Bonnie.
- Naprawdę?

- Przepraszam. Nie powinienem tego mówić. Zapomnij, że to powiedziałem. – Zapadła cisza. Dlaczego Elena nie wołała mnie? Jestem za słaba, żeby jej pomóc?

czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 27

Rozdział 27
Przepraszam! Przepraszam, że dopiero dziś ale miałam sporo na głowie. Teraz oceny już wystawione, ale mam sporo planów więc nie będzie rozdziału w ten weekend a dopiero w przyszłym tygodniu. życzę miłego czytania.
I baaaaardzo proszę o zostawienie komentarza ponieważ zaczynam wątpić w swoje rozdziały. Rozdział dedykuję podtrzymującej mnie na duchu Artistic Smile oraz nowej czytelniczce Zuzannie Marciszewskiej.
Ps. Nadałam sobie pseudonim artystyczny, niech więc Was nie zdziwi zmiana mojego imienia ;p
Caroline:
Paryż jest naprawdę wspaniały! Moi przewodnicy również, pomyślałam. Ciągle sobie dokuczali, ale czy nie tak powinni zachowywać się bracia? Sama nie miałam nigdy rodzeństwa. Światła na Wieży Eiffel zgasły, co oznaczała iż jest już po północy. Poczułam zmęczenie. Przez małą kanapę na której zasnęłam z Eleną nie wyspałam się. Do tego randka… spotkanie z Klausem, poprawiłam się i to iż omal nie wylądowała w jego łóżku. Na początku byłam gotowa mu się oddać, ale potem Kol zasiał we mnie ziarno niepewności. Co jeśli jestem dla niego jedynie wyzwaniem? Poczułam wątpliwości. Wiedziałam, że mężczyzna idący obok mnie jest tym jedynym. Tylko jego pragnęłam, ale co jeśli on nie czuje tak samo? Jeśli szybko mu się znudzę? On był nieziemsko przystojną hybrydą i mógł mieć każdą. A ja? Sam Kol stwierdził iż nie jestem najpiękniejszą kobietą z którą Klaus był. Zabolało mnie myślenie o tym jak wiele kobiet przewinęło się przez jego łóżko.
- Nad czym tak rozmyślasz? – Wyrwał mnie głos z brytyjskim akcentem.
- Wyobrażam sobie jak ten wieczór mógłby się skończyć gdyby twój nieziemsko przystojny brat się nie zjawił.
- Zamknij się Kol! – Syknął Klaus, jego brat jedynie zamrugał rzęsami i porzucił udawanie mojej osoby.
- Powinnam już wracać. – Zmieniłam temat.
- Gdzie gołąbeczki macie pokój? W którym hotelu?
- Ale my…
- Grand Hotel. – Przerwał mi Klaus. – Chyba że wolisz iść do klubu. – Spojrzał na mnie. Zupełnie zapomniałam o naszej umowie. Serce zabiło mi szybciej na myśl o tym że spędzę w jego towarzystwie kilka kolejnych godzin. Odgoniłam zmęczenie.
- Jeden drink?
- Cudownie! – Nie jego odpowiedzi się spodziewałam.
- Zgub się! – Klaus nawet nie spojrzał na brata.
- Nie ma szans! A może potem wpadniemy do mnie? Mam niedaleko fajną willę… - Klaus przerwał mu mówiąc coś po francusku. Kol z niechęcią wysłuchał słów brata aby następnie z posępną miną spojrzeć na mnie. Wykrzywił usta w złośliwym uśmiechu a mnie przeszedł dreszcz. Co takiego powiedział mu Klaus? – Powiedz jak znudzi ci się ta dziwka. Wtedy przypomnę ci co to prawdziwa zabawa. - Kol wstał a Klaus słysząc jego słowa zerwał się z miejsca zaraz za nim.
- Klaus! – Złapałam go za ramię. Nie rozumiałam dlaczego Kol nagle zmieniał swój stosunek do mnie z obojętności we wręcz otwartą nienawiść. Czy to przez słowa brat? – Muszę się napić! – Choć jego słowa mnie zabolały, nie zamierzałam dopuścić do kolejnej bójki. Klaus mi się wyrwał. Znów powiedział coś po francusku tym razem o wiele bardziej wzburzonym głosem. Kol zaśmiał się posępnie.
- Przestań! – Ponownie złapałam go za ramię.
- Daję temu tydzień. – Uśmiechnął się i zniknął. Klaus przeklnął.
- O co chodziło? Co mu powiedziałeś? – Klaus spojrzał na mnie zmęczonym spojrzeniem które rozbłysło jakby nagle przypomniał sobie o moim istnieniu.
- Czyli do klubu? Znam jeden fajny. Chodź.
- Klaus. Dlaczego on jest na mnie zły?
- On nie jest na ciebie zły Caroline. – Powiedział z naciskiem Klaus, a ja czułam, że nic nie uda mi się z niego wyciągnąć. Czy choć raz powinnam odpuścić?
- Więc gdzie jest ten klub? – Klaus uśmiechnął się widoczne zadowolony, że nie drążę dalej tematu.
- Pani pozwoli. – Podał mi swoje ramie. Jeszcze nigdy nie wchodziłam do klubu w tak elegancki sposób, zachichotałam. Postanowiłam jeszcze wrócić do tematu kłótni braci. Ale już nie dziś.
Weszliśmy do sporego pomieszczenia. Poczułam zapach ludzkiego potu, alkoholu i papierosów. Moje uszy rozsadzała głośna muzyka. Klaus nie zatrzymał się. Przeszliśmy przez całe pomieszczenie. Tłum rozsuwał się przed nim robiąc nam przejście. Kiedy przechodził kobiety wzdychały i szeptały. Klaus zdawał się tego nie zauważać, ja natomiast poczułam się nagle mała. Klaus puścił moją rękę a ja poczułam rozczarowanie. Podeszliśmy do drzwi przed którymi stał ubrany na czarno mężczyzna. Na widok Klausa Natychmiast otworzył drzwi. Kiedy przechodziłam przez nie, czułam na sobie ciekawskie spojrzenie goryla.
Drzwi za nami się zamknęły. Znajdowaliśmy się w o wiele mniejszym pomieszczeniu, jednak bardziej ekskluzywnym. Wyglądało to na pomieszczenie dla WiP-ów. Osoby znajdujące się w pomieszczeniu były nieziemsko piękne. Kobiety wyglądające jak modelki tańczyły na parkiecie w skąpych ale drogich strojach. Poczułam wdzięczność do Rebeki za to, że kupiła mi drogą sukienkę, a nie jeansy. Mężczyźni byli wysocy i dobrze zbudowani. Ze zdziwieniem odkryłam, że wszyscy obecni w pomieszczeniu to…
- Wampiry… - Wyszeptałam zdziwiona. Choć sama byłam jedną z nich i znałam kilka starszych od siebie wampirów, jednak nigdy nie widziałam ich tyle w jednym miejscu. Było ich może około dwudziestu. Klaus rzucił mi rozbawione spojrzenie, a następnie odwrócił wzrok. W naszą stronę na wysokich czarnych szpilkach kierowała się ponętna ruda dziewczyna. Jej obcisła czerwona sukienka sięgała ledwo do połowy ud, odsłaniając szczupłe i długie nogi. Góra stroju leżała idealnie uwydatniając spory biust. Wampirzyca rozchyliła usta w uśmiechu.
- Już myślałam, że dziś się nie pojawisz. – Złapała go za ramię wpychając się między nas. A co to ja powietrze? Odchrząknęłam ale ona to zignorowała, Klaus natomiast chyba tego nie usłyszał. Ruda dziewczyna nachyliła się nad jego uchem i zaczęła coś szeptać. Zaczęłam rozumieć co Kol miał na myśli mówiąc o ładniejszych kobietach. Jeśli ktoś gustuje w pieniądzach chodzących na szczudłach, pomyślałam kąśliwie. Mój humor pogorszył się jeszcze bardziej kiedy przypomniałam sobie o rudowłosej dziewczynie z przeszłości Klausa. A może to ona? Podniosłam wzrok ale ich nie było już koło mnie. Zabiję go! Po co przyprowadza mnie w takie miejsca? Jeśli chce się zabawić to niech to robi z dala ode mnie. Chciałam już wyjść ale zauważyłam go przy jednym ze stolików. Uśmiechnął się do mnie kiedy spojrzałam mu w oczy. Niedoczekanie jego jeśli myśli, że będzie się nim dzielić z tym kosmatym rudzielcem! Podeszłam do stolika. W tym samym momencie rudzielec wrócił z dwoma drinkami. Jeden podała Klausowi, uśmiechnęłam się. Jestem Caroline Forbes - zdobywczyni tytułu Miss Mystic Falls! Zabrałam jej drugi napój z ręki.
- Miło z twojej strony. – Uśmiechnęłam się do niej promiennie. Spojrzała na mnie gniewnie aby następnie uśmiechnąć się uroczo.
- Przepraszam. Nie zauważyłam cię. Chyba się zgubiłaś. Sala główna… - Zajęłam miejsce koło Klausa. Który wydawał się niesamowicie rozbawiony zanikłą sytuacją. Z nim też postanowiłam się policzyć.
- Och. Przepraszam ale bardzo rzadko nawiązuję nowe znajomości. Robię to tylko wtedy kiedy uznam iż dana osoba jest na poziomie… - Zlustrowałam ją wzrokiem i skrzywiłam się teatralnie. – Na jakimkolwiek poziomie. – Dokończyłam. Jeszcze nigdy nie czułam się tak dobrze ubliżając komuś. Klaus wybuchnął Głośnym śmiechem. Udając, że mój kieliszek wyślizga mi się z ręki wylałam mu zawartość na koszulkę. Jego śmiech na chwilę ucichł. Spojrzał na mnie i widząc moją naburmuszoną minę znów wybuchnął śmiechem. Zirytowana wyrwałam mu kieliszek z ręki i powtórzyłam tę czynność tym razem wylewając napój na jego głowę.
- Następnym razem ja wybieram lokal! – Syknęłam i wstałam. Mijając wampirzycę potrąciłam ją. Czułam jak całe napięcie gromadzone od mojej ostatniej kłótni z Klausem zeszło ze mnie. Uśmiechnęłam się. Elena była bezpieczna w domu, a zamartwianiem się o Kola postanowiłam zająć się jutro. Chciałam wyjść mając nadzieję, że Klaus pójdzie za mną, ale jakiś wysoki brunet zagrodził mi przejście.
- Można prosić? – Spytał niskim lekko zachrypniętym głosem. Poczułam palące spojrzenie Klausa na plecach.
- Oczywiście. – Uśmiechnęłam się uwodzicielsko i zaczęłam z nim tańczyć w rytm dudniącej muzyki. Ukradkiem spojrzałam w stronę Klausa. Nie wyglądał na zadowolonego. Zbliżyłam się jeszcze bliżej mojego partnera, tak, że teraz ocieraliśmy się o siebie. Nagle poczułam czyjąś rękę łapiącą mnie za podbródek. Delikatnym ale stanowczym ruchem zmusił mnie do odwrócenia się. Lustrował moją twarz a następnie pocałował mnie bardzo zaborczo. Miałam problemy z zebraniem myśli jednak po kilku sekundach zdrowy rozsądek wrócił. Odsunęłam się od niego i wymierzyłam mu policzek. Przez jego twarz przeszedł grymas zdziwienia i złości. W pomieszczeniu zrobiło się duszno, nie mogłam oddychać jakby coś uciskało mi klatkę piersiową. Moje oczy zaczęły piec. Musiałam stąd uciec. Odwróciłam się i pobiegłam w stronę drzwi. Wbiegając na główną salę czułam na sobie kpiący uśmieszek ochroniarza. Gdy znalazłam się na zewnątrz poczułam powiew chłodnego powietrza.  Wzięłam dwa głębokie wdech próbując się uspokoić. Oparłam się plecami o zimną ścianę i wtedy w drzwiach pojawił się Klaus. Jego mokra koszulka przykleiła się do ciała ukazując mięśnie klatki piersiowej, na jego włosach lśniły kropelki alkoholu. Nie byłam wstanie określić o czym myśli. Kiedy mnie zauważył podszedł do mnie.
- Co ty wyprawiasz? – Syknął co zbiło mnie z tropu. On nie miał prawa być zły!
- Co ja wyprawiam? To ty przyprowadzasz mnie do klubu tylko po to żeby spotkać się z dziewczyną! Nie musiałeś mnie tu przyprowadzać jeśli chciałeś być z nią sam na sam! To nie był mój pomysł aby wspólnie spędzić dzisiejszą noc! – Jego mina naglę stężała.
- Jesteś zazdrosna? – Był chyba zdziwiony i… zadowolony? A ty? Chciałam zapytać.
- Nigdy więcej tego nie rób! – Poczułam, że mój oddech znów staje się płytki.
- Czego Kochana?
- Nigdy więcej nie traktuj mnie przedmiotowo! – Tym razem to ja zbiłam go z tropu.
- Nigdy cię tak nie traktowałem!
- Więc dlaczego pocałowałeś mnie na oczach tamtego wampira? Zrobiłeś to jakbyś chciał podkreślić, że jestem twoja. A ja nie jestem twoją własnością! Nie jestem niczyją własnością! – Słony płyn zaczął lecieć po moich policzkach.
- Przepraszam Aniele. Nie pocałowałem cię ponieważ chciałem pokazać, że jesteś moja. Nigdy nie chciałem, żebyś tak to odebrała. – Spojrzałam mu w oczy. – A co do Giny, to nie musisz być zazdrosna. – Uśmiechnął się. – Aktualnie łączą nas tylko interesy.
- Nie jestem zazdrosna! – Skłamałam. – Aktualnie? – Przekręcił oczami i się roześmiał.
- Co chcesz teraz robić? Oczywiście jeśli w ogóle chcesz mnie jeszcze oglądać. – Zastygł oczekując na moją odpowiedź.
- Muszę się napić. Ale Nie tutaj! – Dodałam szybko.
- Naturalnie.
Poszliśmy do baru. Klaus zamówił nam kolejkę. Śmialiśmy się i rozmawialiśmy, a potem urwał mi się film.
Klaus:
Położyłem Caroline na moim łóżku. Wyglądałam pięknie, ale była zapewnię bardzo zmęczona. Przyglądając się jej zacząłem zastanawiać się nad wszystkim co się dziś zdarzyło. Najpierw Kol który przerwał nam, ale mimo wszystko ucieszyłem się na jego widok. Od 4 lat nie odzywał się do mnie. Co prawda to ja kazałem mu się trzymać z dala ode mnie ale to on zaczął. A potem to dziwne zachowanie Gine. Dawniej łączyło nas coś więcej ale teraz to były tylko interesy. Czy to sprawa Kola? Dlaczego tak bardzo nie chciał zrozumieć co on czuję do tej dziewczyny? Dlaczego jako jedynemu z rodziny to przeszkadza?
A najgorsze było to, iż dziś zupełnie zapomniałem o tym, że Caroline nie jest moja. Więc kiedy zobaczyłem ją tańczącą z tamtym facetem… Może Caroline miała rację, ale nie chciałem sprawić aby poczuła się przedmiotowo. Byłem jedynie strasznie zazdrosny. Nie chciałem aby ktoś inny jej dotykał.  Choć po wejściu do klubu zachowywałem się dość obojętnie jednak nie spuszczałem z niej oka. Nie sądziłem, że Caroline będzie zazdrosna. Czy ona nie wiedziała iż tylko ona się dla mnie liczy?
Położyłem się obok oddychającej miarowo dziewczyny. Już dziś mamy wrócić do tego małego miasteczka. Gdyby nie Caroline w ogóle bym tego nie rozważał. Nie mogę porwać już Eleny dla jej krwi. Nie mogę ze względu na nią. Włożyłem pojedynczy lok za jej ucho. Może uda mi się przekonać Caroline do wyjazdu. Moglibyśmy pojechać gdziekolwiek zechce, może nawet do Nowego Orleanu.
Dziewczyna poruszyła się niespokojnie, jej oddech przyśpieszył.
- Nie… Nik proszę nie…
- Cii… Jesteś bezpieczna. – Pogłaskałem moją ukochaną po policzku chcąc ją uspokoić. Najwyraźniej miała koszmary, ale dlaczego ze mną?
- Nie odchodź… - Wyszeptała a pojedyncza łza spłynęła jej po policzku. Pocałunkiem otarłem łzę.

- Nigdzie się nie wybieram. – Powiedziałem do niej szeptem. – Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz. Nigdy. – Dziewczyna przekręciła się na bok i wtuliła we mnie. Jej oddech się uspokoił.